Tym razem podjąłem się nadzwyczaj karkołomnego wyzwania, jakim z pewnością jest modernizacja pancerników typu Espana w latach 30-tych. Jest to zadanie trudne z dwóch powodów: małych rozmiarów i ciasnoty tych okrętów, co utrudnia racjonalną aranżację nadbudówek i artylerii średniej, oraz przestarzałego układu artylerii głównej z wieżami rozmieszczonymi diagonalnie na śródokręciu. Niemniej coś spróbowałem podziałać i efekt prezentuję poniżej.
Być może najistotniejszą z punktu widzenia walorów bojowych tych okrętów była kwestia ich prędkości. W celu jej poprawy wymieniono całkowicie siłownię na nowoczesną, o mocy 43000 KM, z kotłami opalanymi wyłącznie paliwem płynnym. Przebudowano dziób okrętów, nadając mu kształt wychylony do przodu, z podnoszącym się lekko pokładem dziobowym. Te zmiany pozwoliły osiągnąć prędkość 24 w.
Wzmocniono opancerzenie okrętów. Istniejące opancerzenie burtowe zdemontowano, zastępując je pasem głównym o grubości 305 mm i pasem górnym o grubości 229 mm. Płyty czołowe wież pogrubiono do 310 mm, a pokład pancerny do 133 mm nad cytadelą i 79 mm w pozostałych częściach kadłuba.
Ważną zmianą, nad którą muszę przyznać, wahałem się, jest zmiana kalibru artylerii. Ostatecznie, postanowiłem dokonać konwersji dział 305 mm podobnej jak na okrętach włoskich, w efekcie czego uzyskano działa kal. 320 mm, o długości lufy ok. 47,5 kalibrów.
W kwestii artylerii średniej kłopot był chyba największy. Raczej konieczna była likwidacja kazamat. To też uczyniono, a uskoki burt skrajnych kazamat wyrównano do krzywizny burty poniżej nich, zyskując w ten sposób dodatkową kubaturę kadłuba. W zamian zamontowano brytyjskie działa 120 mm L/45 w podwójnych stanowiskach pokładowych z maskami przeciwodłamkowymi. Zlokalizowano je po bokach dziobowej i rufowej nadbudówki oraz po bokach komina.
Zmodyfikowano nadbudówki, aczkolwiek z uwagi na ciasnotę na pokładzie są one nadal dość skromne, choć nowocześniejsze. Zlikwidowano też dotychczasowy maszt dziobowy, oraz zainstalowano nowy komin. Rozbudowa nadbudówek wymusiła zmianę położenia marszowego dział w wieżach burtowych – obecnie wieża prawoburtowa zwrócona jest ku rufie, a lewoburtowa – ku dziobowi.
Zainstalowano też oczywiście nowa artylerię przeciwlotniczą. W tej roli występują obecnie podwójne stanowiska 40 mm pom-pomów Mk II oraz niemieckie działka 20 mm, wyprodukowane przez Rheinmetall.
Espana, spanish battleship laid down 1910 (Engine 1935)
Displacement:
14 779 t light; 15 486 t standard; 16 234 t normal; 16 833 t full load
Dimensions: Length overall / water x beam x draught
482,51 ft / 478,38 ft x 79,00 ft x 25,66 ft (normal load)
147,07 m / 145,81 m x 24,08 m x 7,82 m
Armament:
4 - 12,60" / 320 mm guns (2x2 guns), 999,81lbs / 453,51kg shells, 1934 Model
Breech loading guns in turrets (on barbettes)
on centreline ends, evenly spread
4 - 12,60" / 320 mm guns (2x2 guns), 999,81lbs / 453,51kg shells, 1934 Model
Breech loading guns in turrets (on barbettes)
on side, all amidships
12 - 4,72" / 120 mm guns (6x2 guns), 52,72lbs / 23,91kg shells, 1933 Model
Dual purpose guns in deck mounts
on side, all amidships
8 - 1,57" / 40,0 mm guns (4x2 guns), 1,95lbs / 0,88kg shells, 1915 Model
Anti-aircraft guns in deck mounts
on centreline ends, evenly spread, 2 raised mounts - superfiring
6 - 0,79" / 20,0 mm guns in single mounts, 0,24lbs / 0,11kg shells, 1930 Model
Anti-aircraft guns in deck mounts
on side ends, evenly spread
Weight of broadside 7 575 lbs / 3 436 kg
Shells per gun, main battery: 86
Armour:
- Belts: Width (max) Length (avg) Height (avg)
Main: 12,0" / 305 mm 276,44 ft / 84,26 m 6,59 ft / 2,01 m
Ends: 4,02" / 102 mm 48,88 ft / 14,90 m 6,59 ft / 2,01 m
153,05 ft / 46,65 m Unarmoured ends
Upper: 9,02" / 229 mm 247,61 ft / 75,47 m 7,51 ft / 2,29 m
Main Belt covers 89% of normal length
Main belt does not fully cover magazines and engineering spaces
- Torpedo Bulkhead:
1,50" / 38 mm 276,44 ft / 84,26 m 22,34 ft / 6,81 m
- Gun armour: Face (max) Other gunhouse (avg) Barbette/hoist (max)
Main: 12,2" / 310 mm 9,21" / 234 mm 9,84" / 250 mm
2nd: 12,2" / 310 mm 9,21" / 234 mm 9,84" / 250 mm
3rd: 1,57" / 40 mm 0,79" / 20 mm -
- Armour deck: 4,33" / 110 mm (5,24" / 133 mm over amidships, 3,11" / 79 mm over ends), Conning tower: 10,00" / 254 mm
Machinery:
Oil fired boilers, steam turbines,
Geared drive, 4 shafts, 43 340 shp / 32 332 Kw = 24,00 kts
Range 6 000nm at 13,00 kts
Bunker at max displacement = 1 347 tons
Complement:
718 - 934
Cost:
£1,485 million / $5,940 million
Distribution of weights at normal displacement:
Armament: 947 tons, 5,8%
Armour: 6 206 tons, 38,2%
- Belts: 1 821 tons, 11,2%
- Torpedo bulkhead: 342 tons, 2,1%
- Armament: 1 719 tons, 10,6%
- Armour Deck: 2 186 tons, 13,5%
- Conning Tower: 138 tons, 0,9%
Machinery: 1 231 tons, 7,6%
Hull, fittings & equipment: 6 395 tons, 39,4%
Fuel, ammunition & stores: 1 456 tons, 9,0%
Miscellaneous weights: 0 tons, 0,0%
Overall survivability and seakeeping ability:
Survivability (Non-critical penetrating hits needed to sink ship):
22 714 lbs / 10 303 Kg = 26,2 x 12,0 " / 305 mm shells or 4,1 torpedoes
Stability (Unstable if below 1.00): 1,05
Metacentric height 3,9 ft / 1,2 m
Roll period: 16,9 seconds
Steadiness - As gun platform (Average = 50 %): 54 %
- Recoil effect (Restricted arc if above 1.00): 0,66
Seaboat quality (Average = 1.00): 1,07
Hull form characteristics:
Hull has a flush deck
Block coefficient: 0,586
Length to Beam Ratio: 6,06 : 1
'Natural speed' for length: 21,87 kts
Power going to wave formation at top speed: 57 %
Trim (Max stability = 0, Max steadiness = 100): 50
Bow angle (Positive = bow angles forward): 10,00 degrees
Stern overhang: 0,00 ft / 0,00 m
Freeboard (% = measuring location as a percentage of overall length):
- Stem: 23,43 ft / 7,14 m
- Forecastle (25%): 18,96 ft / 5,78 m
- Mid (50%): 17,95 ft / 5,47 m
- Quarterdeck (17%): 17,95 ft / 5,47 m
- Stern: 17,95 ft / 5,47 m
- Average freeboard: 18,77 ft / 5,72 m
Ship tends to be wet forward
Ship space, strength and comments:
Space - Hull below water (magazines/engines, low = better): 91,8%
- Above water (accommodation/working, high = better): 131,5%
Waterplane Area: 27 282 Square feet or 2 535 Square metres
Displacement factor (Displacement / loading): 100%
Structure weight / hull surface area: 162 lbs/sq ft or 792 Kg/sq metre
Hull strength (Relative):
- Cross-sectional: 0,94
- Longitudinal: 2,23
- Overall: 1,03
Hull space for machinery, storage, compartmentation is adequate
Room for accommodation and workspaces is excellent
Espana (1913, rebuilt 1935)
Jaime I (1914, rebuilt 1936)
Pytanie graniczne: skoro wymieniana jest siłownia, pancerz i artyleria średnia, a kadłub z układem artylerii głównej jest identyfikowany jako zasadnicze ograniczenie, czy nie byłoby lepiej, i być może niewiele drożej, zbudować po prostu nowy, optymalny kadłub, dokonując recyklingu artylerii głównej i montując zespoły, które i tak muszą być nowe? Taki poniekąd mini-„Vanguard” z 8x320 mm byłby w latach 1930. całkiem sensowną propozycją dla floty drugoligowej, której nie groziła narzucona wojna inna niż domowa?
OdpowiedzUsuńFinalnie być może lepiej, ale na pewno drożej (pytanie - o ile?) i czy ktoś w czasach kryzysu w nienajbogatszej przecież Hiszpanii zdecydowałby się na budowę nowych pancerników? Zaraz pewnie odezwały by się głosy eskalujące nowy projekt, że skoro inni budują lub przymierzają się do dużo potężniejszych okrętów, to i hiszpańskie powinny być odpowiadające im i finalnie skończyło by się tym, że projakt pozostałby wyłącznie na papierze (jak np. faktyczny pomysł budowy dla Hiszpanii pancerników typu Littorio). Poza tym, nowy pancernik nie jest aż takim wyzwaniem, bo można sobie po prostu zwiększać wyporność i projektować dowolny okręt. Ale próba zrobienia czegoś sensownego z tak małym i mającym liczne ograniczenia kadłubem jak Espana - to było wyzwanie:)
UsuńdV
Że przebudowa jest większym wyzwaniem — zgadza się, i wyszła ciekawie. Natomiast budowa od nowa mogłaby być po prostu alternatywą wobec przebudowy o takim zakresie. Musiałaby być ona ściśle ograniczona budżetem i założeniem recyklingu, co koncepcje ścigania się z mocarstwami by wycinało w zarodku. A sam taki nowy okręt byłby zapewne stosunkowo prosty, stanowiąc przeskalowanie w górę projektu krążownika ciężkiego (nasuwa się tu analogia do „Alaski”), pozbawione np. rozbudowanego systemu ochrony części podwodnej.
UsuńMożliwe, ale ja się obawiam, że doszło by do dyskusji między tymi co by chcieli pancernika pełnoskalowego, a tymi którzy chcieli by jaką wersję mini w wykorzystaniem m.in. uzbrojenia ze starych okrętów, co by się skończyło na odłożeniu sprawy ad acta, do długich deliberacjach :( Natomiast, taki hiszpański Vanguard, z działami pochodzącymi z Jaime I, był swego czasu na blogu, trzeba by pogrzebać ;)
UsuńdV
Znalazł się: https://springsharp.blogspot.com/2020/09/wielki-krazownik-hiszpanski.html
UsuńdV
Argument kończący dyskusję nad budową pancernika pełnoskalowego byłby jeden: dostępne pieniądze. Na takie dictum zwolennicy rozmachu nie mogliby znaleźć żadnej odpowiedzi.
UsuńTen projekt pamiętam, natomiast myślę o czymś nieco innym. Na dobry ład przeskalowanym w górę typie „Canarias” — źródło projektu byłoby takie samo. Wykorzystane zostałyby całe baterie artylerii głównej, prędkość byłaby znacznie skromniejsza niż 35 węzłów — widziałbym raczej wartość nieprzekraczającą 27-28, a może nawet tylko 24-25, albowiem oszczędność determinowałaby cały projekt, jako się rzekło eliminujący najsłabsze ogniwo modernizacji, a nie dążący do uzyskania skokowo lepszych charakterystyk.
Ten argument mógłby skutkować tym, że skoro kasy jest mało to nie porywajmy się z motyką na słońce, tylko zmodernizujemy okręty, które już posiadamy :)
UsuńNiemniej, jeśli by już pomyśleć na tym hiszpańskim Vanguardem, to trzeba wymyślić jakieś warunki brzegowe. Np. limit wyporności wynikajacy z możliwości finansowych państwa. 20000 ton wydaje się ciut za mało, ale może np. 25000 ton? Tyle planowali Brytyjczycy, którzy chcieli przeforsować taki właśnie limit wyporności pancerników, przy jednoczesnym ograniczeniu kalibru dział do 305 mm. Powstały przy tym jakieś projekty, albo przynajmniej szkice okrętów, bo gdzieś je widziałem. Może by się dało je zaadaptować jako baza do projektu pancernika dla Hiszpanii?
dV
Był taki projekt 12B z 1929 r.: 25040 ton, wymiary 610x96x27 (w stopach), 8x305, 12x152, 8x120, 32x40 (4xVIII), 23 w., pb 203 (maszynownia)-254 (komory amunicyjne), pp 152-102, 1 katapulta. A to podobno tylko jeden z całej serii projektów opracowanych przez DNC w latach 1928-1929, z działami 356, 305 i 254 mm.
UsuńdV
Jest nawet sylwetka: https://www.imagevenue.com/ME1AG1QI
UsuńdV
Ale gdyby okazało się, że przewidywane koszty modernizacji i budowy są zbliżone...
Usuń25 000 ton/8x320 mm wygląda na możliwość uzyskania już naprawdę sensownych parametrów, a ciągle oszczędnie. Taki projekt jak najbardziej mógłby być bazą — z tym że pewnie bez artylerii 152 mm, trzymałbym się kalibru 120. Z tym, że patrząc na modernizację, mam wrażenie, że Springsharp przy tak sporej wyporności puściłby wyraźnie lepsze opancerzenie, również wyraźnie wyższą prędkość, a pewnie wręcz oba te parametry naraz.
Tego się nie dowiemy, zanim okrętu nie zasymulujemy :)
UsuńCo do artylerii - ja bym się chyba jednak trzymał dział 152 mm, chyba że trzeba będzie szukać oszczędności wagowych, wtedy można by myśleć o kompromisach.
dV
Działa 120 mm zachowałbym z trzech względów. Po pierwsze, rozwiązanie nowocześniejsze. Po drugie — masę lepiej przeznaczyć na większość prędkość. No i po trzecie, jako przejęte z zaproponowanej w poście głównym modernizacji, która jest optymalna jeśli chodzi o całościową konfigurację.
UsuńZmiana dział 152 na 120 chyba wiele by w kwestii prędkości nie zmieniła, może 0,5 w. by to dało, a może nawet tyle nie. Natomiast kaliber 152 jest jednak znacznie bardziej „wymowny” względem niszczycieli i innych okrętów słabo bądź nieopancerzonych, niż 120. No i rozwiązanie z działami 152 i 120 ma swój odpowiednik w rzeczywistości w postaci Nelsona i Rodneya. Wydaje mi się, że w realiach przełomu lat 20/30 było to rozwiązanie optymalne.
UsuńdV
Zdecydowanie można i tak, wszak kombinacja „grubszej” artylerii średniej i OPL występowała także na okrętach niemieckich oraz na „Richelieu”. Oba rozwiązania stanowiłyby poważny postęp wobec oryginalnej postaci typu „España”.
UsuńZatem tak chyba zrobię. Spróbuje zasymulować projakt 12B maksymalnie wiernie i jeśli się zepnie, to go sprezentuję Hiszpanii. A jakby wyszły jakieś rezerwy, to może nawet pokuszę się o ulepszenie.
UsuńdV
Na moje czucie powinno się spiąć i pozostawić te rezerwy :D
Usuńzobaczymy, szansa jest ;)
UsuńdV
Pozostaje czekać na efekt.
UsuńWezmę się za to na pewno, ale niestety nie gwarantuję na kiedy, bo kolejka okrętów do publikacji, które mam już gotowe jest dłuuuuuga :)
UsuńdV
Akurat zrobi się stosowny odstęp od tej propozycji!
UsuńCzekając na symulację obiecaną przez dV muszę wtrącić swoje 3 grosze ;)
Usuń@ Jasta. Dwa kalibry artylerii średniej u Niemców i Włochów wynikały z braku dział uniwersalnych kalibrów rzędu 120 - 130 mm. Dlatego używali osobnych dział do zwalczania sił lekkich i do obrony plot.
Francuzi projektowali działa "uniwersalne" nawet kalibru 152 mm (Richelieu), ale wyszła im kicha i musieli ratować się setkami na pokładzie. Zwróć uwagę, że na pokładzie Ryśka setki stały na barbetach wież z działami 152 mm. Kiedyś na FOW wrzuciłem sylwetki Strasbourga z artylerią uniwersalną i plot produkcji brytyjskiej i amerykańskiej. Do obejrzenia na stronie 203 Fantazji Okrętowych.
Muszę się zgodzić, że projekt 12B z 8x320 i artylerią uniwersalną byłby świetnym przykładem nowoczesnego szybkiego pancernika, który powstał jako odpowiedź na Dunkierki.
Peperon
Tzn. ja fesztejen, jakie były źródła rozbicia na dwa kalibry w wymienionych przypadkach. I wyżej opowiadam się za artylerią uniwersalną. Ale skoro dV preferuje dwa kalibry też OK, a wpisywanie się takiego rozwiązania w jeden z nurtów epoki, fakt, że coraz bardziej boczny, jest jednym z uzasadnień (obok możliwości wzięcia brytyjskiego projektu z półki, większej siły ognia przeciwko niszczycielom i może też chęci częściowej kompensacji przez hiszpańskich admirałów konieczności zastosowania dział z recyklingu o mniejszym niż dominujący kalibrze przez zastosowanie silniejszej artylerii średniej). A uparcie obstawać przy swojej opcji i wykłócać się z Gospodarzem niepolitycznie :D
Usuń@Peperon – wiem, że uważasz każde działo powyżej 100 mm (a nawet mniejsze?) mogące strzelać do samolotów za uniwersalne, ale pytanie, czy te brytyjskie 120-tki Mk VIII były faktycznie postrzegane przez Brytyjczyków jako uniwersalne, czy nie. Opisy mówią o tym dziale jako przeciwlotniczym. Sam fakt, że Brytyjczycy na Nelsonach zamontowali oprócz nich także 6-calówki, a także że na projekcie 12B przewidzieli podobną kombinację, świadczyłby że nie uznawali ich za wystarczające w roli artylerii średniej przeciw okrętom. Choć formalnie, można je uznać za uniwersalne.
UsuńCo do proj. 12B, to miał on mieć jednak zaledwie 23 w., zatem za specjalnie szybki trudno go uznać. Choć może dało by się do przyspieszyć?;)
dV
@Jasta - w gruncie rzeczy to moje optowanie za dwoma kalibrami wynika z chęci trzymania się faktu, że Brytyjczycy wówczas preferowali takie rozwiązanie a także tego, że działa 120 mm Mk VIII wydają mi się za słabe w roli artylerii średniej. Perspektywicznie jednak, zgadzam się że rozwiązanie z artylerią uniwersalną ma większą przyszłość ;) Ale to dopiero za jakiś czas, w latach DWS, a na razie (gdy opracowywano projekt 12B) mamy rok 1929 :)
UsuńdV
Zatem pytanie, kiedy Hiszpanie chcieliby takie okręty budować. W sumie jeszcze jest kwestia wykorzystania dział zdjętych z „Espany” po katastrofie, czyli mógłby powstać tylko jeden, albo najpierw jeden, a później dwa kolejne, wykorzystujące już działa z okrętów pływających, które mogłyby być zmodyfikowane względem pierwszego. Po drodze przydarza się Wielki Kryzys, ale może budowa tego pierwszego zostałaby autoryzowana w samym 1929, zgodnie z datą projektu i już by szła, a dwu kolejnych w 1934, po odbiciu od dna (tu znów po drodze wojna, ale wtedy budowa mogłaby być prowadzona z małą intensywnością, z ukończenie już po niej).
UsuńRealnie, chyba trudno liczyć na budowę wcześniej niż około 1930 r. W 1923 r., gdy Espana weszła na skały, ostatni z typu był od zaledwie 2 lat w służbie. Nie sądzę, by wcześniej niż po 10 latach służby ktoś się zdecydował na budowę nowego okrętu czy choćby nawet jakieś obszerne przebudowy, modernizacje itp. Mogę natomiast sobie wyobrazić, że działa zdjęte z Espany leżą sobie parę lat w magazynach i zostają wykorzystane w latach 30-tych, a następnie do tak nowo budowanego okrętu dołączają sukcesywnie działa z kolejnych okrętów. Jeśli budowa była by prowadzona poza Hiszpania, to może nawet wszystkie trzy udało by się zbudować przed wybuchem wojny domowej?
UsuńdV
dV
Zatem zgoda, że 1929-30 jako start budowy pierwszego okrętu z działami z „Espany” jest sensowną datą. Problem kryzysu można obejść w ten sposób, że fundusze na rozpoczęcie budowy zostają uchwalone odpowiednio wcześniej i po prostu są wydatkowane, a kryzys tylko opóźnia jej bieg. Natomiast uruchomienia kolejnych okrętów w latach 1930-33 nie widzę, to musiałoby zostać opóźnione do poprawy sytuacji. Od 1934 do 36 trochę mało czasu, ale to po prawdzie aż tak bardzo nie szkodzi, wtedy pancerniki na pewno przeżyłyby wojnę, czekając na ukończenie. Budowa poza Hiszpanią jak myślę wchodzi w grę — oni na pewno woleliby u siebie, ale mieli na rozkładzie „Canariasy”, a czy było tyle wolnych pochylni do budowy jednostek tej wielkości? Niewykluczone, ale też niekonieczne.
Usuń@ Jasta i dV. Nie upieram się przy swoim podejściu do sprawy, tylko przedstawiłem stan faktyczny. Co do rozrzutu dział francuskich pełna zgoda, ale włoskie wieże miały dużo większe odstępy między armatami. Ich problemy wynikały więc raczej z samej konstrukcji armat lub SKO, a nie wież. Ale to już całkiem inna historia.
UsuńNatomiast co do uniwersalnych dział 120 mm i większych. Różnie można oceniać zdolności takich armat, zwłaszcza tych ze starszych brytyjskich niszczycieli, ale przecież podczas obrony PQ-16 nasi używali 120-tek do zwalczania niemieckich samolotów, pomimo ograniczonego kąta podniesienia. Trochę inaczej było z działami na Nelsonach i Courageousach (tak, te lotniskowce też miały ten typ dział, ale inny model). One były już dostosowane do prowadzenia ognia plot i posiadały wysokie kąty podniesienia. Zresztą zbliżony układ uzbrojenia miały posiadać krążowniki liniowe typu G3 i pancerniki N3 z roku 1921. Nic więc dziwnego, że Nelsony dostały taki zestaw. Wszak były pomniejszoną wersją G3. A że w latach 20-tych ciągnęli ten układ, to chyba normalne. Myślę, że dV może zrobić symulacje i projektu 12B i jego zmodyfikowanej wersji z artylerią uniwersalną z lat późniejszych. Mogłoby to być ciekawe porównanie, co dałoby się wycisnąć z 12B.
I jeszcze o budowie, którą omawialiście. Myślę, że pierwszy okręt udałoby się rozpocząć w roku 1931 po wodowaniu Canariasa. Finansowanie podczas kryzysu można uzasadnić działaniami właśnie antykryzysowymi, jako inwestycja w bezpieczeństwo. Gorzej byłoby z kolejnymi okrętami tego typu. Stępkę pod drugi kładziemy powiedzmy w roku 1932 (po wodowaniu Balearesa), a pod trzeci w roku 1935. Po wodowaniu pierwszego.
Peperon
P.S.
I nie traktujcie tego, jako ciąg dalszy "w kłótni", tylko stanowisko dyskutanta ;)
Trochę się chyba nie zrozumieliśmy — wyżej przedstawiam żartobliwie własną strategię polemiczną, jednak bez najmniejszego zamiaru podważania sensu także również i twardej dyskusji czy sprowadzania jej do kłótni.
UsuńOdnośnie do dział 120 mm zgoda.
1931 też może być. To ogólnie były dla Hiszpanii niełatwe czasy — ustąpienie w styczniu 1930 Miguela Primo de Rivery, rewolta w Jaca, w 1931 obalenie monarchii i ogólnie powolne osuwanie się kraju w chaos, jednak istotnie, budowę okrętów można byłoby traktować jako walkę z bezrobociem i stymulowanie przemysłu.
@Peperon - ale ja tu nie widzę żadnej kłótni, a jedynie ożywioną dyskusję;) Co do samego okrętu - zapewne tak właśnie uczynię – zacznę od maksymalnie wiernej symulacji 12B i zobaczymy jak ona wyjdzie, czy będzie jakieś pole do poprawek, czy nie. Zawsze też można założyć, że okręt powstaje na początku lat 30-tych w oryginalnej formie przewidzianej przez projekt, a potem, w ramach modernizacji, otrzymuje działa DP. Choć tu mógłby być akurat problem, bo w realiach po wojnie domowej dostawcy ograniczali by się chyba tylko do państw osi, a tam dobrych dział uniwersalnych za bardzo nie widać. Co do samych 120-tek – to ja nie neguję ich zdolności zwalczania samolotów (stanowiska na nelsonie miały kąt podniesienia do 90 stopni, czyli znacznie więcej niż na niszczycielach). Natomiast wyrażam wątpliwość, czy taki kaliber wystarczy jako jedyny kaliber artylerii średniej. Trochę się wydaje za mały na niszczyciele, nie mówią już o jakichś krążownikach.
UsuńdV
W czasie II wojny dostępne dla Hiszpanów byłyby działa Boforsa, skoro Szwedzi handlowali aż miło z Niemcami, tu kwestii by nie było. Właściwie to same działa mogliby może dostarczyć i Brytyjczycy utrzymujący z Hiszpanią zawoalowane relacje, ale pewnie gorzej byłoby z systemami kierowania ogniem, tu byłaby ewidentnie obawa przed wyciekiem do Niemców.
UsuńJak patrzę w szwedzkie działa, to mają zasadniczo małe kąty podniesienia, do 60 stopni max, jedynie działa 152 mm dla Tre Kronora i De Ruytera być może miały 70 stopni, co też nie jest z wiele.
UsuńdV
Ale skoro klient nie może wybrzydzać z powodu ograniczonego wyboru...
UsuńCoś na marginesie, skoro o Hiszpanii. Otóż według kanonicznej wersji silniki Junkers Jumo 211F do swoich bombowców CASA 2.111 zakupili już po wojnie we Francji. Tymczasem czytałem niedawno artykuł, kilkuczęściową monografię He 111, którego autor (Szymon Tetera), omawiając wariant hiszpański, rzucił wzmiankę, że w istocie te silniki Hiszpanie nabyli w Polsce, gdzie pozostały po Niemcach w składzie w Szczecinie. Jeżeli to prawda — a nie ma powodu, żeby nie wierzyć, chociaż potwierdzenia nie znalazłem — mamy do czynienia z jedną z najbardziej fascynujących historii Zimnej Wojny.
Wybrzydzać pewnie nie za bardzo może, ale nam tu chodzi o okręt wyposażony w skuteczne modele uzbrojenia :) Jeśli nie uda się znaleźć skutecznej armaty DP, to alternatywa jest jedna - okręt zostaje z oryginalnym zestawem czyli 152+120AA. Co może w sumie nie być takie znów tragiczne.
UsuńA z tymi silnikami to niezła ciekawostka ale niestety nie mam żadnej wiedzy, która by pozwoliła ją potwierdzić lub zaprzeczyć. Ale skoro autor renomowany, to nie ma powodu nie wierzyć. Zatem, jest to dość zaskakujące, zważywszy na dość odległe pozycje ideologiczne władz Polski i Hiszpanii.
dV
Ostatecznie kwestię dział uniwersalnych i tak rozwiązałyby amerykańskie 5-calówki w latach 1950. A do tego czasu okręty jakoś dałyby radę z którąkolwiek z kombinacji.
UsuńJeżeli po te Jumo sięgali sami Hiszpanie (np. dzięki wiedzy o ich istnieniu od jakiegoś niemieckiego uciekiniera), sprawa byłaby w sumie potencjalnie mniej dziwna, albowiem dałoby się zorganizować łańcuszek pośredników, jakaś Szwajcaria, może jeszcze z Czechosłowakami (z którymi w latach 1945-48 handlowała uzbrojeniem) po drodze. Ale jeżeli to ówczesna Polska szukała zbytu na wartościowy zasób jak by nie było militarny na Zachodzie, przechodząc do porządku dziennego nad klientem końcowym, który chyba raczej byłby znany, naprawdę dziwnie...
Myślę, że udział pośrednika jest tu wysoce prawdopodobny. Ale i tak, przypadek ten jest niezwykły.
UsuńdV
Bardzo ciekawa propozycja rozwiązania zadania racjonalnej modernizacji okrętu liniowego z diagonalnym usytuowaniem wież artylerii głównej. Osiągnięty efekt należy uznać za całkowicie satysfakcjonujący. Nastąpił wzrost walorów ofensywnych i defensywnych okrętu, wybitnie poprawiła się jego estetyka (fajne nawiązanie nadbudówki dziobowej do "Canariasa"!) oraz zasięg operacyjny i prędkość maksymalna. Obawiam się, że prowadzenie ognia z wież burtowych, w kierunku dziobu i rufy, będzie ograniczone z uwagi na destrukcyjne oddziaływanie na stanowiska armat DP. Dodam jeszcze, że i ja kiedyś zadumałem się nad odbudową i modernizacją "Jaime I" po zakończeniu wojny domowej. Poszedłem na demontaż wież diagonalnych, powiększenie średnic barbet na dziobie i rufie i montaż tam potrójnych wież 320m mm (również!), tyle, że skróconych przy okazji do L/40 (co umożliwiło zastosowanie oryginalnej, cięższej amunicji włoskiej). Pozostała artyleria niemal identyczna, jak u Ciebie: 6 x II – 120 mm L/45 Vickers Mk F, 14 x II – 37 mm L/83 wz. 1930, 8 x IV – 20 mm L/65 C/38. Zakończenie przebudowy planowałem na ... wiosnę 1945 r. Moja wersja zachowywała dotychczasowy pancerz burtowy, ze znacznym wzrostem grubości opancerzenia horyzontalnego (do sumarycznie maksimum 130 mm). Poprzestałem na minimalnym wzroście prędkości (do 20 węzłów), przy wymianie napędu na dieslowski (8 motorów Sulzera po 2500 KM, pracujących w układzie po 2 na wał). :)
OdpowiedzUsuńŁK
Cieszę się, że generalnie Ci się spodobał:) Co do Jaime I - kiedyś rozmyślałem nad tym okrętem, ale na przeszkodzie stanął mi brak wiedzy w jakim tak naprawdę stanie był wrak po tym jak okręt wyleciał w powietrze. Obawiam się, że w kiepskim, na co wskazuje, że Hiszpanie chyba nie zamierzali go remontować, a jedynie ewentualnie wykorzystać wieże na nowo projektowanych wielkich krążownikach. Na jedynym ze zdjęć widać, że pokład na wysokości wieży nr 3 jest zerwany i zapadnięty. W samej wieży zerwany został dach, co świadczy że eksplozje w rejonie śródokręcia były silne i być może istotnie naruszyły konstrukcję kadłuba w newralgicznym miejscu, bo niemal na środku jego długości? O sile wybuchu może świadczyć też to, że z dział okrętu do dalszego wykorzystania nadawało się tylko 6, zatem zapewne zniszczone zostały właśnie działa z wieży nr 3 (pozostałe wieże i ich działa na zdjęciach wyglądają na nietknięte).
UsuńdV
ps. czy w Twojej przebudowie działa 320 mm to zupełnie nowy model? Bo przekalibrowane 305/45 na 320 mm powinny mieć z grubsza długość 43 kalibry.
UsuńdV
To są te same działa, co u Ciebie, tyle, że dodatkowo skrócone. Pozwala to (przy mniej wyśrubowanej balistyce luf) używać mocniejszej amunicji. Nie pamiętam źródła, ale ponoć do dalszego użytku nadawało się 7 dział. Co do możliwości odbudowy okrętu, to (również nie podam źródła!) była ona rozpatrywana, mając na względzie podniesienie prestiżu nowego rządu F. Franco. Jednak oczekiwane nakłady przerosły możliwości wyczerpanego wojną kraju. Dlatego w swoich rozważaniach założyłem "zbajerowanie" Niemców i Włochów przez Franco i pozyskanie taniego kredytu (a w takich "bajerach" Franco był arcymistrzem!). I mała korekta na koniec: Twój projekt to istna "kwadratura koła" i podoba mi się całościowo (a nie jedynie "generalnie"). W takim temacie możliwe jest jedynie zbliżenie się do idealnego rozwiązania i to się udało przeprowadzić.
UsuńŁK
Ale po co skracać lufy? Przecież Włosi tego nie zrobili, lufy po przekalibrowaniu pozostały takiej samej długości, zmieniła się tylko długość wyrażona w kalibrach - L/46 na L/44.
UsuńdV
Krótsza lufa to większa jej żywotność, która dodatkowo zmniejszyła się po rozwierceniu luf. Działa tego (i zbliżonych kalibrów) o lufach L/40 były powszechnie używane w artylerii nadbrzeżnej. To nie jest długość lufy, która wymiernie ogranicza donośność i celność armaty. O tym, że oryginalna wytrzymałość tych luf nie była porywająca, świadczy używanie lekkiej amunicji (zaledwie 386 kg; porównaj z rosyjską "obuchowką" tego kalibru, ale L/52, której pociski ważyły 471 kg). Ja preferuję ciężką amunicję i umiarkowaną balistykę luf, co gwarantuje większą ich żywotność; dla skromnego inwestora jest to ważny atut!
UsuńŁK
ŁK
No nie wiem, czy skrócenie lufy wpłynie istotnie na żywotność i czy jest w ogóle technicznie wykonalne? (brytyjskie działa miały budowę warstwową, gdzie w środku był ciasno nawinięty drut - nie wiem, czy można to sobie tak po prostu obciąć). Nie przypominam sobie także, by ktoś coś takiego praktykował. Wspomniani Włosi przecież luf nie obcinali. Z innych flot także nie kojarzę takich praktyk, nawet tam gdzie stosowano lufy dłuższe niż 50 kalibrów (np. działa na Gangutach).
UsuńdV
Nie sądzę, żeby skrócenie lufy wyraźnie wydłużyło jej żywotność. Żywotność lufy zależy głównie od: masy pocisku, jego twardości (czy pocisk dostosowuje się do kształtu lufy, czy próbuje ją dostosować do swojego kształtu) i siły ładunku miotającego. Karabiny mają dużą żywotność, chociaż dla karabinu L/50 to krótko. W amerykańskiej armii już ponad sto lat prototypy kolejnych modeli karabinów są poddawane próbie 10 000 strzałów na lufę (z uwzględnieniem chłodzenia oczywiście, przy strzelaniu ciągiem to karabin się zapali około długo przed 1 000 strzałów). Lufa M16 (L/91) wytrzymuje bodajże 45 000 strzałów. Broń ręczna strzela po prostu bardzo lekkimi pociskami. W artylerii długą lufę często łączono z bardzo mocną amunicją (ciężki pocisk i silny ładunek) dla uzyskania dużego zasięgu, stąd może wynikać współzmienność długości i żywotności lufy, ale współzmienność nie zawsze oznacza współzależność.
UsuńStonk
Też mi się wydaje, że na żywotność lufy najbardziej wpływa prędkość wylotowa będąca pochodną siły ładunku miotającego i wagi pocisku, a także relacji twardości lufy i pocisku.
UsuńdV
I na krótszej lufie jest ona większa, przy mniejszym ładunku miotającym, czyli potwierdza się fizyczna zależność o mniejszym zużyciu? karol flibustier
UsuńRaczej nie, krótsza lufa to raczej mniejsza prędkość wylotowa, ale sam fakt skrócenia lufy w niczym nie zmienia tego, co czyni pocisk w lufie wcześniej, od detonacji ładunku miotającego do opuszczenia lufy. Jeśli pocisk i ładunek są takie same, to tak samo zużywają przewód lufy. Jedynie prędkość wylotowa jest nieco większa przy dłuższej lufie, bo dłużej na pocisk działają (i w ten sposób go napędzają do większej prędkości) gazy powstałe w wyniku detonacji ładunku miotającego.
UsuńdV
Jednak zachowanie szybkości wylotowej oznacza zmniejszenie ładunku prochu z glizy, tzw.motającego, co ewidentnie w świetle praw fizyki oznacza mniejszy udar uderzeniowy, a co za tym idzie zmniejszenie destrukcji luf, karol flibustier
UsuńSkrócenie lufy przy zachowaniu takiego samego ładunku miotającego powoduje, że niedopalony proch jest wyrzucany z lufy i spala się na zewnątrz. Powstaje wielki płomień wylotowy, który marnuje proch, nas samych oślepia i wskazuje wrogowi naszą pozycję.
UsuńNiewiele jest zdjęć pancerników dokładnie w momencie strzału. Są oczywiście zdjęcia typu Iowa i pokazują potężne płomienie. Znalazłem jedno zdjęcie Washingtona, jedno North Caroliny, jedno Vanguarda i jedno Tirpitza (nie wiem czy prawdziwe) - ziały ogniem jak smoki. Skoro przy strzelaniu standardowym dla danej długości lufy ładunkiem miotającym płomień był wielki, to nie ma najmniejszego sensu skracanie lufy z zachowaniem wielkości ładunku.
Odnośnie samej żywotności luf ciężkich dział okrętowych, to był w epoce spory problem. Ale pamiętajmy też, że ta określona żywotność lufy, powiedzmy 300 strzałów, jest orientacyjna i nie oznacza, że przy 301. strzale działo nam się rozerwie, oznacza spadek celności spowodowany wytarciem przewodu lufy.
Stonk
Ten płomień jest chyba i tak nie do uniknięcia. Iowa miała lufy długie lufy, L/50. Kojarzę też takie zdjęcia Bismarcka - również mającego lufy o długości zbliżonej do 50 kalibrów.
UsuńdV
W kwestii zasięgu płomienia wylotowego z lufy, to Janusz Skulski w monografii Yamato wyraźnie napisał, że ogień i dym z dział 460 mm osiągał nawet 100 m od wylotu lufy. Większych "osiągów" to raczej inne działa nie miały :)
UsuńCo do konstrukcji dział to najczęściej spotykaną zależnością było to, że większa długość lufy skutkowała relatywnie lżejszym pociskiem i większą prędkością wylotową. Brytyjskie działa 381 mm / L 42 - uważane za jedne z najcelniejszych ciężkich dział w historii - miały umiarkowane parametry balistyczne z pociskami o masie 870 - 890 kg i prędkości wylotowej w granicach 750 - 800 m/s. Posiadający takie armaty HMS Warspite osiągnął jedno z najdalszych udokumentowanych trafień w pancernik wroga. Natomiast Włosi nie mogą powiedzieć o armatach L 50 tego samego kalibru, które zabudowali na pancernikach typu Littorio, ale o wyżyłowanych parametrach.
Peperon
Strzały rekordowe świadczą raczej o szczęściu niż celowaniu. Dla armat czołgowych rekord trafienia bojowego 11 km dzierży do dzisiaj armata L7 kalibru 105 mm. Mocniejszym armatom kaliber 120 i 125 mm jeszcze się nie trafiło.
UsuńStonk
Są nawet zdjęcia strzelającego Musashi, gdzie widać, że tego ognia było dość sporo: https://en.wikipedia.org/wiki/Yamato-class_battleship#/media/File:Musashi-46cm.jpg
UsuńZapewne na mniejszych działach ognia było nieco mniej, ale i tak wydaje mi się, że jest to zjawisko naturalne i nieuniknione.
Co do zależności długość działa-waga pocisku-prędkość wylotowa, to oczywiście zgodzę się, że większa długość sprzyja większej prędkości, bo w dłuższej lufie gazy z ładunku miotającego dłużej napędzają pocisk. Ale finalnie i tak wszystko zależy jak ciężkie pociski i ładunki miotające stosujemy (trzeba by prześledzić jak to wyglądało na konkretnych modelach dział podobnego kalibru). Zgodzę się też, że umiarkowane parametry działa (umiarkowana długość i prędkość wylotowa, duża masa pocisku) sprzyjają celności. Natomiast moją poważną wątpliwość budzi to, czy da się skracać działo poprzez jego obcięcie. Zwłaszcza w przypadku konstrukcji z nawijanego drutu jak w działach brytyjskich – gdzie obawiam się, że gdy obetniemy końcówkę lufy, to konstrukcja tego drutu może zacząć się „rozłazić” i nie będzie trzymać parametrów (chodzi głownie o zapewnienie sztywności działa poprzez ciasne nawinięcie drutu na lufę).
Ponadto mam wątpliwość taką, że skrócenie lufy działa zaburzy zaprojektowane proporcje działa, wskutek czego może ono nie zachowywać się poprawnie i np. stracić celność. Znany jest przypadek brytyjskich dział 305 mm L/40, które powstały poprzez proste przedłużenie (na etapie projektowania) starszego modelu L/45. Wskutek tego nie zachowywały się one poprawnie i końcówki luf wpadały w drgania, z czym nie potrafiono sobie poradzić. Dlatego działa L/50 dla Espany zaprojektowano od nowa, od razu jako L/50 (nie były to te same działa co na drednotach brytyjskich), wskutek czego w odniesieniu do nich nie ma informacji o takich problemach. Obawiam się więc, że obcinanie ich luf znowu mogło by skutkować jakimiś nieprzewidzianymi i negatywnymi konsekwencjami. Wprawdzie nie potrafię określić jakimi konkretnie, ale chyba coś było na rzeczy, skoro nikt takiego obcinania w przypadku ciężkich dział nie stosował, mimo tego, że (jak się zgodziliśmy) – krótsze działo powinno być celniejsze.
dV
ps. powyżej oczywiście miało być "Znany jest przypadek brytyjskich dział 305 mm L/50" (a nie L/40 jak napisałem)
UsuńdV
Skrócenie luf wiąże się też z koniecznością wyfrezowania odpowiedniej masy z tyłu działa.
UsuńDziało najlepiej działa w takiej postaci, jak zostało zaprojektowane. Zdarzały się daleko idące modyfikacje dział jak na włoskich drednotach. Ale są trudne zarówno pod względem projektu jak i wykonania.
Stonk
Zdecydowanie tak. A frezowanie z tyłu, czyli w okolicach gdzie eksploduje ładunek miotający, może mieć negatywne konsekwencje dla żywotności działa...
UsuńdV
Poza tym, Włosi dział nie przycinali, a jedynie zadowolili się zmianą kalibru. Już to samo było karkołomne, czego dowodzi fakt, że była to bodaj jedyna taka operacja w dziejach.
UsuńdV
@Peperon - taką ciekawostkę znalazłem, że działa 15-calowe proponowane dla typu KGV, które miały mieć L/45, miały strzelać pociskami 879 kg (czyli nieco cięższymi niż działo L/42) z prędkością 765 m/s (czyli z nieco większą). Czyli niekoniecznie musi być tak, że dłuższa lufa wiązała się z lżejszym pociskiem. Na przykładzie realnych dział też to nie bardzo wychodzi. Szeregując 15-calówki wg długości, czyli brytyjska L/42, francuska L/45, niemiecka L/48,4 (mierzona metodą brytyjską), włoska L/50, mamy odpowiednio takie wagi pocisków: brytyjskie 871 kg, francuski 884 kg, niemiecki 800 kg, włoski 885 kg.
UsuńdV
Oprócz technicznej trudności jeszcze jeden czynnik powstrzymywał przed skracaniem luf: brak potrzeby. Dostępne były w dużych ilościach stare działa krótkolufowe. Jeśli z jakichkolwiek względów chcesz zamontować na okręcie krótkolufowe działa, to idź do tego zakurzonego magazynu.
UsuńStonk
@dV. Dobrze, ale Francuzi mieli problemy z rozrzutem, które rozwiązali dopiero po wojnie. Jak była skuteczność dział włoskich można prześledzić czytając o wojnie na Morzu Śródziemnym. Natomiast Niemcy i Anglicy przy użyciu swoich dział zaliczyli naprawdę spektakularne sukcesy np. rozwałka Hooda w sześciu - siedmiu salwach. Wychodzi więc na to, że wyżyłowane parametry dział francuskich 884 kg i 830 m/s oraz włoskich 885 kg i 850 m/s nie są gwarantem sukcesu, a wręcz przeciwnie, kłopoty z celnością wydają się murowane.
UsuńNatomiast co do skracania brytyjskich ciężkich dział to uważam, że jest to do zrobienia, ale z nowym nawinięciem drutu. Tylko po co ?
Peperon
Celność zależy nie tylko od działa, nawet można zaryzykować, że w najmniejszym stopniu od działa. Francuzi mieli chyba problem ze swoimi wieżami czterodziałowymi.
UsuńTrzy czynniki s najważniejsze dla celności. 1. SKO. Były wtedy dość prymitywne. 2. Dobrze wyszkoleni artylerzyści. 3. Szczęście.
Stonk
@Peperon - o problemach z działami francuskimi i włoskimi wiem, i generalnie się zgadzam, że umiarkowana prędkość wylotowa + duża waga sprzyjają celności. Niemniej, nie ma chyba takiego automatyzmu, że dłuższa lufa oznaczała lżejszy pocisk (i odwrotnie). W przypadku działa brytyjskiego tak było, ale w przypadku np. włoskiego (długa lufa, ciężki pocisk) już nie. Wręcz chyba można by zaryzykować twierdzenie, że gdyby Włosi zastosowali się do takiej zależności, czyli przy długiej lufie dali lekki pocisk, to celność ich dział byłaby jeszcze gorsza?
UsuńNatomiast co do obcinania razem z nawijaniem drutu na nowo – jak dla mnie to też już przesada i prościej chyba było by zrobić nowe działa. Ja nie słyszałem, by ktokolwiek coś takiego kiedykolwiek zrobił.
dV
Też nie słyszałem, ani nawet nie czytałem :D
UsuńAle to nie znaczy, że nie jest wykonalne...
Peperon
Ale fajna modernizacja! To coś na wzór tego, co ja z Rysiem Łakomskim swego czasu pokombinowaliśmy przy ORP Paris na potrzeby konkursowej powieści morskiej (II miejsce w sumie zajęliśmy z podobnie podrasowanym Parisem), karol flibustier
OdpowiedzUsuńDzięki! Aż nabrałem ochoty na przypomnienie sobie tych tekstów, to było chyba na forum DWS, z tego co pamiętam? Może z tego wyniknąć ORP Paris na blogu :)
UsuńdV
OF ORP Paris to wdzięczny temat, i u mnie stoi w kolejce po tym występie na DWS, bo kmdr Staniszewski nań trafił, teraz dopisuję historię do tego momentu ;) karol flibustier
UsuńFaktycznie, OF miał być a nie ORP. A będzie można to co piszesz, gdzieś przeczytać?
UsuńdV
Umknęła tobie dyskusja z pokazaniem dokumentu ewidencji Kadry Floty, jak widziano sprawę ORP na francuskich wypożyczonych okrętach (https://nakotwicy.wordpress.com/2022/02/26/kontrtorpedowiec-ouragan-h16/orpouragan/#main), ale podajmy analogię, polskie Orkany, Pioruny i tym podobne, też były wypożyczone i nie miały prefiksu OA, czy OB, czy też OK (okręt angielski, brytyjski, królewski kolejno), tylko ORP :) z tematu pytania o tożsamość okrętów z polskimi załogami, a pisarstwo jest w sieci https://nakotwicy.wordpress.com/category/powiesc/ od lat, aktualnie doszło do uproszczenia pseudonimu artystycznego na karol flibustier, którym się podpisuję od zeszłego roku
UsuńFaktycznie, nie miałem okazji odwiedzić tej strony. Tak że dzięki za linka!
UsuńdV
@ karol flibustier. Okręty podwodne, niszczyciele i krążowniki pożyczone były przez polski rząd bezpośrednio od Brytyjczyków i dlatego miały prefiksy ORP przed nazwami. Z okrętami francuskimi problem polegał na tym, że były pożyczone od Anglików okręty "zdobyczne", które zostały zajęte podczas operacji Catapult. Pertek i Kosiarz wyraźnie napisali, że te jednostki miały chodzić pod dwoma banderami i mieć prefiks OF przed nazwą. A wszystko na skutek rozkazu Świrskiego. Myślę, że nie ma co dzielić włosa na czworo.
UsuńPeperon
OF ORP Ouragan na przykład, toż o tym mowa, doprawdy nic nowego, tyle, że wspomniani panowie nie wspomnieli, że nazwa okrętu w Marynarce Wojennej Polski, to ORP Burza na przykład, czyli imię Burza tożsame z prefiksem, który jest używany po pierwszym podniesieniu bandery, karol flibustier
UsuńW kwestii dzielenia włosa na czworo, to bandery były trzy, brytyjska, francuska i polska.
UsuńJuż nie bądź taki aptekarz. Z pamięci pisałem...
UsuńPeperon
Toć wiem, tylko zaznaczam dla czytających, co tematu nie znają, to samo było z Holendrami, nosili bandery trzy, karol flibustier
UsuńPrzy takiej skali zmian racjonalna była jedna z propozycji (Jasta), by zmienić kadłub, wykorzystując posiadane podzespoły. Espana był mikrodrednotem, posiadającym w stosunku do wyporności niezwykle silne uzbrojenie. Przy prędkości w obrebie minimum dla klasy oznaczało to, ze walory obronne były problematyczne. Przebudowa w proponowanej wersji tego by nie zmieniła. Co z tego, że pogrubiono pancerz, skoro zachowano wieże przyburtowe?
OdpowiedzUsuńPoza tym pod niektórymi względami funkcjonalność okrętu zmniejszyła się. Kazamaty były wprawdzie rozwiązaniem przestarzałym, ale po przeniesieniu armat artylerii pomocniczej pietro wyżej i umieszczeniu ich na odkrytym pokładzie w stopniu istotnym ograniczone zostały sektory ognia wież umieszczonych na śródokręciu.
Zakładając wyzyskanie istniejącego kadłuba, przeniesienie artylerii pomocniczej mogłoby polegać na umieszczeniu jej 2 kondygnacje wpowyzej artylerii głównej, na rozbudowanych nadbudówkach dziobowej i rófowej, a także wokół komina. Tanie trzydziałowe stanowiska 102 mm można byloby kupić od Brytyjczyków. Upomniałbym się też o uzupełnienie ochrony przeciwtorpedowej: wzmocnienie grodzi antytorpedowej oraz dobudowanie kesonu (bąbla) szerokości co najmniej 3 metrów. Prędkość spadłaby, ale wzrost defensywnych walorów stanowiłby rekompensatę.
KK
Nie przeczę, że budowa nowego okrętu jest racjonalna, ale też zdecydowanie droższa, a z posiadanych elementów można wykorzystać w zasadzie tylko wieże. Może jeszcze ewentualnie barbety, ale nie jestem pewien – czy da się zrobić ich demontaż bez uszkodzeń, czy będą pasowały do nowego kadłuba (na wysokość) i jak to by wyglądało pod względem kosztów?
UsuńGdyby pozbyć się wież na śródokręciu, a do tego jeszcze dobudować bąble, to w istocie otrzymalibyśmy coś w rodzaju dużego monitora, o wybitniej niesprzyjających prędkości proporcjach kadłuba i zapewne bez szans na sensowną prędkość (już wyjściowo ten okrę ma wydłużenie zaledwie 6:1). Zresztą, z tymi wieżami i nadal mizerną prędkością też trudno okręt było by uznać na pełnoprawny pancernik. Co do artylerii średniej – myślałem o nadbudówkach, ale porzuciłem ten pomysł gdyż uznałem, że za mało jest na nich miejsca na umieszczenie dział, zaś postawienie ich na „balkonach” wystających poza obrys nadbudówki wiązało by się z dużymi utrudnieniami w dostarczaniu amunicji. Nie rokowało by to dobrą szybkostrzelnością, a zapewne zostało by też skrytykowane jako nadwyrężające stateczność.
dV
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńZ tym że powtórzę uwagę w kwestii kosztów z dyskusji powyżej. Jeżeli porównujemy stary okręt z nowym, to faktycznie, przechodzą z pewnością tylko te wieże. Ale jeżeli bardzo głęboką modernizację na starym kadłubie z okrętem na kadłubie nowym, kosztami w obu wypadkach są nowy napęd, nowy pancerz, nowa artyleria średnia, nowe systemy kierowania ogniem. Natomiast wybebeszanie starego okrętu z napędu, montaż nowego i wymiana instalacji są chyba wręcz droższe w przypadku modernizacji, bo trzeba rzeźbić i łatać, niż po prostu zamontowanie w nowej jednostce, gdzie się leci gładko według projektu i spokój.
UsuńBąble przeciwtorpedowe na pewno obnizyłtby prędkość, ale nie stateczność, tak więc pewnie artyleria 102 mm na nadbudówkach by mogła funkcjonować. Natomiast, prawda, dostarczanie amunicji mogloby byc utrudnione i cały pomysł robi się karkolomny. Zastanawiałem się, czy skoro armaty rozwiercono do 32 cm, to czy rozwiązaniem nie mogłaby być likwidacja wież na śródokręciu i zmiana przestarzałego drednota w zmodernizowanego predrednota. Na śródokręciu nie byłoby problemu z wygospodarowaniem miejsca na artylerię srednią oraz przeciwlotniczą, można tez byloby dac obszerną nadbudówkę z miejscami dla zaokrętowania kadetów (funkcja szkolna), plus hangar z katapultą i dwójką wodnosamolotów. Byłby okręt szkolny z niezłą siłą ognia i mozliwosciami prowadzenia rozpoznania. Nic imponującego, ale "Espana" była za mała i tak zaprojektowana, że ciężko było coś wymysleć.
UsuńSouth Carolina (BB-26) miała taka samą siłę ognia, też była za mała, ale tam wydłużenie kadłuba i wymiana siłowni dalaby od razu wymierne korzyści, nie trzeba by też uprawiac gimnastyki na linie by zmieścić artylerię pomocniczą. A może zasymulować ją we Springsharpie - jako propozycję eksportową dla małych, ale ambitnych flot?
KK
Nie wiem czy tak strasznie trzeba rzeźbić. Nowsze napędy są na ogół znacznie bardziej kompaktowe niż stare, przez co ich aranżacja w starym kadłubie nie powinna sprawiać specjalnego kłopotu. Świadczy o tym fakt, że wymiana układów napędowych była relatywnie często stosowana. Natomiast w kwestii kosztów, bodaj najbardziej kosztowna jest produkcja pancerza, którego z oczywistych względów (kształty i rozmiary kadłuba) nie da się przenieść na nowy okręt. Sądzę, że to może się okazać decydujące przy analizie opłacalności przebudowy starego a budowy nowego okrętu. Z innych elementów być może dało by się przenieść na nowy okręt artylerię średnią, ale akurat na Espanie były tylko działa 102 mm, więc to nie ma za bardzo sensu.
UsuńTeoretycznie, sens mogła by mieć operacja o charakterze pośrednim - rozcięcie okrętu i wymiana fragmentu kadłuba od okolic komina do rufowego masztu (czyli tam gdzie miał on relatywnie proste kształty) i wstawienie tam nowej dłuższej sekcji, z zupełnie nową aranżacją napędu i wież. Oczywiście, likwidacji uległa by wtedy także wieża nr 2 (prawoburtowa, znajdująca się na niewymienianym fragmencie kadłuba).
dV
Usuń@KK - stateczność oczywiście obniżyły by te wysoko ustawione działa, a nie bąble ;)
Likwidacja 2 wież oczywiście dała by sporo możliwości aranżacji śródokręcia, ale obawiam się, że nikt by na to nie poszedł - no bo skoro w rezultacie i tak otrzymujemy powolny i ledwie 4-działowy okręt, to po co wogóle się wykosztowywać? Wszak okrętem szkolnym Espana może być także bez żadnych obszernych przebudów. A uzasadnieniem dla nich, wg mnie, jest głownie to, że możemy uzyskać pełnoprawny okręt bojowy, a przynajmniej jego iluzję ;)
Pomysł na BB-26 jest natomiast bardzo ciekawy, tylko jak zwykle - bruździ tu traktat waszyngtoński :( Ale jakbym wymyślił jakąś wiarygodną legendę, to nie wykluczam zajęcia się tą propozycją. Zapisuję ją sobie w pamięci!
dV
W kwestii rzeźbienia mam na myśli też kontekst. Okręty w momencie przebudowy miałyby 15-20 lat. A Hiszpania I połowy XX wieku była mocno specyficznym krajem. Takim, w którym, używając dzisiejszych kryteriów, I świat stykał się z III. Można porównać chyba do ówczesnych Sowietów. Czyli z jednej strony dłubanie nad całkiem zaawansowanymi rzeczami, w końcu budowali „Canariasy”, a z drugiej wyspy zamożności i rozwoju w morzu biedy, wysoki analfabetyzm, nieprzesadny stopień politechnizacji. Do tego jeszcze niestabilność polityczna, przewroty/rewolty, separatyzmy narodowe i rozdarcie polityczne, od będących myślami w Średniowieczu karlistów po sekciarskich anarchistów, które w końcu doprowadziło do wojny. Tak że spójność i dyscyplina załóg była raczej taka sobie, co mogło wpływać na stan jednostek w dłuższej perspektywie. O ile Brytyjczycy mogli pomagać przy budowie i pilnować, żeby wykonano ją na poziomie, to przy eksploatacji już nie...
UsuńRozcięcie i implantacja też byłyby możliwe, przykład od sąsiadów, z tym że mam wrażenie (na tym poziomie chyba z konieczności trzeba pozostać, o dane porównawcze wszak ciężko), że z trzech opcji ta byłaby najkosztowniejsza.
@dV - dlatego napisałem o BB-26 jako propozycji eksportowej. Niezależnie od restrykcji traktatowych US Navy nie byłaby zainteresowana taką przebudową, także z uwagi na nie najlepsze doświadczenia z eksploatacji (Friedman). Ale z perspektywy floty kraju mniejszego, a ambitnego rzecz mogłaby wyglądać inaczej, właściwości morskie jednostki mogłyby zostać skorygowane w trakcie przebudowy, a okręt miał potencjał modernizacyjny. Jego mechanizmy były starsze niż na "Espana", więc oszczędności ciężarowe oraz miejsca byłyby większe.
UsuńW kwestii modernizacji starego okrętu przez rozcięcie kadłuba na sródokręciu, rozsuniecie połówek i wstawienie sekcji. Czy było to technicznie mozliwe? Czy był precedens takiej przebudowy? To zupełnie inna skala trudności niż przedłużenie dziobu lub (nawet) sekcji rufowej. Dzisiaj pewnie dałoby się to zrobić, ale wtedy? Gdyby to było do zrobienia, Amerykanie mogliby po Pearl Harbor przebudować swoje wydobywane z dnia półmiski w coś bardziej sensownego niż nadając im kształt jeszcze bardziej pokraczny.
KK
@Jasta - bez szczegółowych danych dotyczących kosztów poszczególnych elementów okrętów, a także robocizny, sprawy raczej nie rozstrzygniemy. Niemniej, skoro w okresie międzywojennym zdarzały się naprawdę dogłębne modernizacje pancerników, to musiało to być choćby minimalnie opłacalne. Owszem, TW miał swoje znaczenie, ale i tak nie wyobrażam sobie, by przebudowa była droższa od budowy nowego okrętu. W każdym razie zgada się to z informacjami, że najkosztowniejsze są pancerz i artyleria, a te elementy zasadniczo były zachowywane.
UsuńdV
@KK – no właśnie pod tym kątem myślałem – TW zabraniał sprzedaży pancerników, aby uniknąć fikcyjnego eksportu do zaprzyjaźnionego kraju celem obejścia limitów traktatowych. Można było tylko złomować albo przerabiać na jednostki szkolne czy pomocnicze.
UsuńCo do rozcinania kadłuba to precedensy były, aczkolwiek na mniejszą skalę. Niemcy w ten sposób przedłużali swoje pancerniki obrony wybrzeża, a Portugalczycy – Vasco da Gamę. Zateme technicznie jest to możliwe, natomiast co do stopnia skomplikowania takiej operacji, to wydaje się ona relatywnie łatwiejsza niż przedłużki w okolicach dziobu czy rufy, że na śródokręciu mamy względnie proste linie kadłuba, co ułatwia zaprojektowanie nowego segmentu kadłuba, pasującego do starych części. Problemem może być oczywiście wytrzymałość tak sztukowanego kadłuba, zatem zapewne trzeba użyć odpowiednio solidniejszej konstrukcji, ale skoro tak zmodyfikowane jednostki pływały, to najwidoczniej da się to zrobić.
Trochę na marginesie – chyba wstawianie dodatkowych sekcji kadłuba praktykowano też na współczesnych (albo relatywnie nie dawnych) okrętach podwodnych, ale nie kojarzę teraz konkretnych przykładów. Było to chyba związane z montażem napędu AIP (niezależnego od powietrza).
dV
Przedłużanie jednostek poprzez wstawianie nowej sekcji jest całkowicie zasadne. Przykład pancerników niemieckich, (przerobionych później dodatkowo na frachtowce) oraz okrętu portugalskiego, które przeżyły jeszcze około 30 lat dowodzi, że nie było raczej żadnych problemów z wytrzymałością wydłużonych znacząco kadłubów.
UsuńŁK
@dV: aczkolwiek potrafiło być naprawdę drogo. Można znaleźć np. informację, że przebudowa „Renowna” w latach 1936–39 kosztowała ponad 3 miliony funtów, co dorównywało nominalnym kosztom budowy jednostki. Trzeba uwzględnić, że funt z 1916 to 1,44 funta z 1936, niemniej jednak koszt bardzo znaczący (aczkolwiek z dobrym efektem). Gdyby z czymś porównać — budowa „KG V” kosztująca 7,4 miliona. Przy czym to był okręt o wyższym stopniu zaawansowania technicznego. I w sumie takie głębokie modernizacje były oszczędnością na tle budowy jednostek znacznie nowszych, większych, z rozwiązaniami, takimi jak głębokie warstwowe systemy ochrony części podwodnej, które nie istniały 20 lat wcześniej. Natomiast nie wykluczałbym, że gdyby uprzeć się na zbudowanie nowszej kopii kadłuba takiego „Renowna”, zamontować tam wszystko, co nowe i przestawić artylerię, koszty byłyby zbliżone — tyle że po prostu nie było takiej potrzeby, skoro stary był zaprojektowany optymalnie, a odnośnie do jego stanu nie istniały zastrzeżenia.
UsuńCzyli modernizacja Renowna to mniej niż połowa kosztów budowy KGV. A w kosztach tej modernizacji mieścił się nowy pas pancerny o grubości 229 mm, bez czego byłaby jeszcze tańsza. Myślę, że taka różnica jest istotna i może być bardzo atrakcyjna, zwłaszcza dla mniej zasobnej floty,
UsuńdV
Tak było, szczególnie, że przy modernizacji zostawało coś, co można nazwać „jednostką administracyjną” — etat trzeba było zmodyfikować, ale szkielet pozostawał, załoga sprzed modernizacji musiała się doedukować i zgrać z nowymi, ale ogarniała okręt znacznie szybciej niż całkiem nowy, można było sięgać po zasoby rezerwistów podłączanych na zasadzie plug-in.
UsuńAczkolwiek trzeba pamiętać, że praktycznie jedynym, co „Renown” mógłby zrobić w hipotetycznej konfrontacji z „KGV” byłoby wzięcie śrub za pas, korzystając z przewagi prędkości. Albowiem, wyjąwszy jakieś cudowne trafienie, poległby w niej szybko, z kretesem i bez wielkich szkód dla pogromcy.
Ale fascynująca dyskusja, podoba mi się. Renown szedł na Bismarcka, jakby co, tak gwoli sprawiedliwości dla okrętu, któremu odmawia się siły, a 9 kwietnia 1940 roku zadał bobu dwóm pancernikom niemieckim opodal Westfiordu, ale istotnie był to najsłabszy brytyjski pancernik, karol flibustier
UsuńNie zaprzeczam oczywiście, że okręt nowo zbudowany co do zasady będzie lepszy od przebudowywanego. Ale raz, że wspomniane już koszty, a dwa – że cały urok w takich wydumkach :) Czasem bowiem większą sztuka jest wykombinowanie wartościowej przeróbki, niż budowa zupełnie od nowa.
UsuńA i przykład Renowna pokazuje, że okręt nominalnie słabszy, niekoniecznie stoi na pozycji z góry skazanej na przegraną. Wiele czynników może zadecydować, że stanie się inaczej.
dV
Jasne, lepiej posługiwać się prawdopodobieństwami. Te jednak wskazują wyraźnie na „KGV”.
UsuńNo a z „Scharnchorstami” „Renown” istotnie zwycięsko zremisował, ale tu też swoje znaczenie miała bardzo ostrożna i zachowawcza taktyka Niemców, którzy wszak byli świadomi całościowej przewagi RN i wiedzieli, że nawet w razie zniszczenia „Renowna” mogą odnieść uszkodzenia, za które przyjdzie im srogo zapłacić. A skoro Brytyjczycy dobrze strzelali, starało się to tym bardziej prawdopodobne.
UsuńZastanawiam się, jak to jednak jest z tym rozcinaniem kadłuba i wstawianiem sekcji środkowej. Problemy wytrzymalosciowe na pewno były do ogarnięcia. "Rozcięcie" polegaloby na usunięciu nitów i po rozsunięciu części, wstawienie nowej sekcji ze wszystkimi wzmocnieniami i montazu poszycia na końcu. Ale jak - zakładam, że w suchym doku - bezpiecznie rozsunąć masy stali ważące tysiące ton? Przyklady starych pancernikow czy okrętów podwodnych podane wyżej, dotyczyły jednostek mniejszych. Ale tu chodzi o drednota - to prawda, niezbyt dużego. Więc może dałoby się. Ale czy w Hiszpanii, nie będącej technologicznym liderem?
UsuńW kwestii epizodu w postaci starcia "Renowna" z dwójką pancerników niemieckich ostrożnie. Okręt brytyjski uratowała zła pogoda, rozkazy krępujące Niemców (oba pancerniki stanowiły jedyną osłonę operacji inwazyjnej w obliczu brytyjskiej floty liniowej), szczęście i to, ze nie upierał się przy pościgu. Jego armaty, chociaż zmodernizowane, nie oferowały możliwości przebicia 35 cm pancerza na dystansie, na którym toczyła się walka. Natomiast jego pancerz burtowy nie dawał mu ochrony. W zwarciu "Renown" nie miałby żadnych szans: przeciw jego 6 armatom Niemcy mieli 18, w dodatku strzelających półtora raza szybciej. Bój wystawia znakomite świadectwo dowództwu "Renowna" i jego zalodze, ale wysłanie samotnego krążownika liniowego bez wsparcia nie świadczy dobrze o kompetencjach kierownictwa Royal Navy.
KK
Renown wydał więcej salw niż skumulowane statystyki okrętów niemieckich, szybkostrzelność akurat tam niewiele Niemcom pomagała, ani nawet zmniejszenie szybkości od trafienia Renowna, czyli to nie jest tak, że pocisk nie był w stanie, bo był i Scharnhorstowi ograniczył szybkość do 25 węzłów, tym pociskiem rozbijając turbinę prawej śruby. Reasumując, miał go na talerzu, tylko uznał, że ten zwolnił z powodu pogody i chęci użycia wieży Anton wobec przewagi angielskich gunnerów, karol flibustier
Usuń@KK – podejrzewam, że okręt trzeba by posadzić na jakichś rolkach, tak by po rozcięciu kadłuba, dało się połówki rozsunąć i zrobić miejsce na zbudowanie nowej sekcji miedzy nimi. Najlepiej byłoby znaleźć jakieś zdjęcia z przebudów wspomnianych okrętów, ale może być z tym kłopot, bo w sumie poza nimi więcej takich operacji chyba nie było.
UsuńdV
Ps. znalazłem zdjęcie z rozcinania SMS Hagen: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/d/d0/SMS_Hagen_reconstruction.png
UsuńSpecjalnie wiele ono nie wyjaśnia. Ale może jeszcze coś się znajdzie…
dV
Wydaje mi się, że jest to jednak nieco późniejszy etap jego przebudowy, a mianowicie montaż owej dodatkowej sekcji kadłuba.
UsuńŁK
Jestem pełen podziwu, w jakim tempie przyrasta ilość wpisów w tej dyskusji.
UsuńNie wiem dlaczego uparliście się na koszty przebudowy Renowna. Sądzę, że lepszym analogiem w rozważaniach byłaby modernizacja Warspite'a, który miał generalnie skromniejszy zakres prac. Bardziej odpowiadałoby to zakresowi prac, który Koledzy omawiacie.
Ciekawe, czy Wasze rozważania byłyby również tak kategoryczne, gdyby przyszło porównywać pojedynek KGV z Warspitem lub Queen Ekizabeth'ką, które to okręty bez wahania stawały w szranki z dużo nowszymi okrętami włoskimi.
Co do starcia Renowna z Scharnhorstami, to gdzieś umyka Wam taka drobnostka, że Renown miał salwę burtową z artylerii głównej cięższą, niż obaj Niemcy razem wziętą. A szkody wyrządzone przez pocisk 3x cięższy były dużo większe.
Co do uwagi kol. KK na temat amerykańskich pancerników modernizowanych po Pearl Harbor, to powiem tyle, że ich przebudowa była dostosowaniem do przewidywanych zadań. Miały wspierać operacje desantowe i do tego zostały przystosowane, zwłaszcza, że nie brakowało nowych pancerników do walki z japońskimi odpowiednikami i do eskorty lotniskowców.
Na razie tyle.
Peperon
„Renown” jako pierwszy przyszedł mi do głowy, wiadomo
Usuń— HMS „Refit” and HMS „Repair”... Modernizacja „Warspite”'a to 2 363 000 funty w porównaniu z wydanymi na budowę 2 524 148 (funta z okolic 1935 trzeba podzielić w porównaniu z tym z początków Wielkiej Wojny jeszcze bardziej, przez 1,6). Ale podkreślam, bo to może umykać: nie chodzi mi absolutnie o negowanie sensu nawet głębokich modernizacji, a o tylko jedną rzecz — że w określonych przypadkach przestawienie tego, co było do przeniesienia ze starej jednostki + nowych bebechów na nowy kadłub mogłoby nie podnosić radykalnie kosztu przebudowy, dając określone korzyści. To bardzo rzadkie przypadki, z odbiegającym od optimum układem — poza „Espanami” mogłoby to dotyczyć chyba tylko cudownie ocalonego do lat 1930. „Von der Tanna” czy ewentualnie pancerników typu „Nassau” albo „Helgoland”, tudzież brytyjskich krążowników liniowych z działami 305 mm zakitranych gdzieś tam (może gdyby nie pozbyto się „Australii”?).
Faktycznie, dyskusja rozwija się aż miło:) A co do kosztów – z niejakim zaskoczeniem skonstatowałem, że przebudowa Renowna kosztowała z grubsza tyle, co budowa tego okrętu (!), a jak doliczyć jeszcze przebudową z lat 20-tych (dodatkowy 1 mln funtów), to wychodzi, że władowali z niego więcej (nominalnie), niż kosztowała sama jego budowa. Ale realnie, stosując przelicznik wspomniany 1,6 koszty przebudowy sa jednak istotnie niższe niż koszty budowy nowego okrętu, co jest jednak argumentem za obszernymi przebudowami.
UsuńdV
@ Jasta. Nie trzeba cudów, by mieć odppowiedni okręt do zabawy. Wystarczy wziąć się za tureckiego Yavuza Sultan Selima, czyli ex kaizerowskiego Goebena. Co prawda nie ma 305-tek na pokładach, ale za to można się nim bawić aż miło...
UsuńJedynym problemem jest to, że poniemieckie okręty są strasznie ciasne na pokładach. Kiedyś przerabiałem Derfflingera i mnie aż głowa bolała, jak mu skasować kazamaty i wieże ze 150-ami zmieścić. Do tego jeszcze szwedzkie stanowiska 2x105 DP. Aż dziw, że się udało ;)
Peperon
Ileż to ja myślałem o Yavuzie i nic nie wymyśliłem :D Turcy zapewne podobnie, i dlatego pozostał w zasadzie w niezmienionej formie do końca :) Ale jestem otwarty na propozycje, może coś wspólnymi siłami wymyślimy?
UsuńdV
@ dV. Oczywiście, że koszty przebudów czy rozległych modernizacji są mniejsze, niż budowa nowego okrętu. Dlatego praktycznie wszystkie floty robiły takie rzeczy. Koszty w sumie zależały od zakresu prac.
UsuńPeperon
„Yavuz” to przypadek niejako graniczny, albowiem trzy wieże stoją w sposób „ostateczny” z punktu widzenia zamiaru modernizacji. W sumie skoro w realiach lat 1920./30. byłby to już bardzo kulawy pancernik, z uwagi na odskoczenie tej kategorii i małą siłę rażenia artylerii głównej, osobiście dałbym sobie spokój z zachowywaniem całej siły ognia i poszedł w stronę superkrążownika. Tu wystarczyłyby 8x283 mm (bez prób przekalibrowania — nie wiem, czy skok 283->305 byłby jeszcze bezpieczny, a tworzenie przez analogię 320->305 kalibru 297 mm jakoś mi się nie widzi) w osi symetrii, czy to wskutek głębokiej przebudowy, czy implantacji sekcji środkowej. A zaoszczędzona masa przede wszystkim na zwiększenie prędkości, w drugiej kolejności opancerzenia poziomego.
UsuńPrawdę mówiąc to zaskoczyłeś mnie pomysłem na Yavuza. Jak przeczytałem o superkrążowniku, to pomyślałem o wersji 6 x 283 mm i mocnej artylerii średniej. Oprócz tego działa AG powinny dostać dużo wyższy kąt podniesienia, tak pod 40-45 stopni, żeby móc trzymać ewentualnego przeciwnika na dystans. A nowe niemieckie pociski powinny wzmocnić jego moc uderzeniową. Zresztą mogłaby to być ciekawa kombinacja nowego cięższego pocisku i starego ładunku miotającego.
UsuńPeperon
6 dział jet to jakiś pomysł. Uwolnienie od wież śródokręcia nie tylko ułatwia montaż silnego nowego napędu, ale też rozwiązuje kwestię artylerii średniej, na którą robi się w ten sposób dużo miejsca.
UsuńdV
I właśnie to miałem na myśli pisząc o mocnej artylerii średniej. Może nawet kalibru 203 mm i zestaw dział DP. No i oczywiście należy skasować kazamaty, bo jakby nam gdzieś umknęły...
UsuńPeperon
Przyglądam się sylwetce "zmodernizowanej" Espany i muszę przyznać, że nieźle wygląda. Zwłaszcza w malowaniu nr 2. Wyrównanie burt to dobry pomysł, ale ustawienie dział 120 mm mimo wszystko nie do końca przypadło mi do gustu. Pozbyłbym się również łodzi z wież na śródokręciu, ustawiając je na pokładzie w rejonie płaszczyzny symetrii. Natomiast na ich dachach wstawiłbym działka plot. Takie bardziej racjonalne rozwiązanie.
OdpowiedzUsuńPeperon
Cieszę się :) Ogólnie miałem spory problem z aranżacją wszystkiego na tak małym kadłubie i zdaję sobie sprawę, że zastosowany kompromis jest dość kontrowersyjny i dyskusyjny, zwłaszcza odnośnie 120-tek. No ale rozmieściłem je tak, żeby nie pozostały w kazamatach, które były nisko nad LW. Z kolei przeniesienie łodzi na pokład wymusiłoby inna lokalizację 120-tek – albo kazamaty, albo nadbudówki, z wspomnianymi już kłopotami z dostarczaniem amunicji i być może statecznością. Każde rozwiązanie miałoby jakieś wady :(
UsuńdV
Przestawienie łodzi na pokład wymagałoby relokacji 120-tek ? No bez przesady. Ile tych łodzi było na wieży dwie, czy więcej ? Poza tym na pokładzie można je ustawić bliżej siebie, bo nie będą zasłaniać przyrządów. Dlatego pisałem o ustawieniu ich blisko płaszczyzny symetrii, żeby nie przeszkadzały obsługom 120-tek. Zwłaszcza, że nawis wież poza barbety nie jest wielki i nie trzeba łodzi daleko od nich odsuwać.
UsuńTakie to są moje sugestie. Może je wykorzystasz do zrobienia wersji z roku np. 1944 ?
Peperon
Zakładałem, że ustawiamy je tak, żeby nie były na wysokości wież 305 mm - wtedy coś trzeba zrobić ze 120-takmi. Natomiast jeśli godzimy się, że łodzie stoją na pokładzie obok wież, to faktycznie, 120-tki mogą zostać tam gdzie są.
UsuńDrugiej modernizacji nie wykluczam, ale trzeba by wymyślić jeszcze parę innych zmian ;)
dV
No to szybciutko.
Usuń1. Wymiana dalmierzy AG na wieże dalocelowników. Tak na wieży dowodzenia, jak i na nadbudówce rufowej.
2. Reflektory na kominie przesuwamy na płaszczyznę symetrii, a po bokach wstawiamy dalocelowniki dla dział DP, które wstawiamy w miejsce 120-tek.
3. Robimy z łodziami to, co już napisałem.
4. Na rufowej nadbudówce i maszcie dokładamy 4 stanowiska działek plot. Najlepiej zdwojone czterdziestki.
5. Oczywiście dorzucamy radary na maszty i dalocelowniki. Przy okazji zmieniamy maszt dziobowy na lekką kratownicę.
6. Działka 20 mm dokładamy gdzie się da.
Na razie tyle.
Peperon
Coś by jeszcze trzeba było dorzucić, żeby była konkretna przebudowa. Będę jeszcze nad tym dumał, aczkolwiek problemy pojawiają się podobne jak z Espaną. Np. kłopot z artylerią średnią - z pewnością temat cięższy, niż na Derfflingerze :)
UsuńdV
Jak chcesz konkretniejszej zmiany, to dorzuć jeszcze katapultę na wysokiej podstawie albo na tylnej burtowej wieży AG. Natomiast artylerię średnią zostaw w obecnych miejscach, ale wymień na 120-ki o wysokim kącie podniesienia. Czterdziestki można wymienić na np. czterolufowe zestawy.
UsuńStopień trudności zadania jest duży, bo okręcik mały. Natomiast przy Derfflingerze problem wynikał z jego pierwotnej konfiguracji i było ciasno pomimo jego wielkości ;D
Peperon
katapultę można dość swobodnie zamontować np. w sytuacji, gdy zlikwidujemy wieże wg pomysłu kol. Jasta (wyżej). W przeciwnym razie widziałbym tylko dwie lokalizacje - albo na wieży, albo na rufie, wzorem US Navy. Katapulta na wysokiej podstawie na śródokręciu kolidowała by polami ostrzału wież.
UsuńdV
Zorientowałem się już po puszczeniu posta, że z katapultą na wysokiej podstawie trochę przesadziłem ;) Mimo wszystko postawiłbym ją na wieży AG.
UsuńCo do pomysłu kolegi Jasta, to nie zapominaj, że pisał o wstawieniu nowej sekcji kadłuba, żeby zmieścić wieżę armat 283 mm w płaszczyźnie symetrii na śródokręciu.
Peperon
@dV: gratuluję sprowokowania kolejnej, obfitej dyskusji (> 100 głosów!)! :)
OdpowiedzUsuńŁK
Dziękuję i miejmy nadzieję że to jeszcze nie koniec!
UsuńdV