środa, 17 grudnia 2014

Japonia na zakupach



Jeszcze przed wybuchem wojny rosyjsko-japońskiej obydwie strony przyszłego konfliktu przejawiały spore zainteresowanie nabyciem okrętów wojennych od państw trzecich. Gdy okazało się, że po stronie Rosji w wojnie weźmie udział także Królestwo Polskie, Japończycy mocno poczuli zagrożenie porażką ze strony połączonych flot Polski i Rosji, które nad flotą cesarską mogły osiągnąć teoretycznie znaczną przewagę ilościową. 
Jeszcze przed wybuchem wojny zakupiono od Włochów dwa budowane pierwotnie dla Argentyny krążowniki pancerne typu Garibaldi, które we flocie japońskiej służyły jako Kasuga i Nisshin.
Natomiast w marcu 1904 r., jak już wspomniałem w którymś z postów, Brytyjczycy w wielkim sekrecie sprzedali Japonii dwa ex-chilijskie pancerniki, zakupione przez Wielką Brytanię, aby zapobiec ich zakupowi przez Rosję. Triumph (ex-Libertad) i Swiftsure (ex-Constitucion) były szybkie (19 w.) i silnie uzbrojone jak na swą wielkość (4x254 i aż 14x190 przy ok. 12.000 ton wyporności) i dzięki temu mogły się okazać cennym wzmocnieniem głównych sił japońskiej floty, zwłaszcza w kontekście stosowanej przez nią manewrowej taktyki „L”.
Do tej dwójki Brytyjczycy „dorzucili” w niewygórowanej cenie kilka nie pierwszej młodości niszczycieli  których akurat sami mieli sporo, a Japończycy – raczej niewiele (na początku wojny raptem 19 sztuk), więc propozycję tę skwapliwie przyjęli. Japończykom przekazano okręty Ferret i Lynx z grupy tzw. 26-węzłowców Lairda, oraz Ardent, Boxer i Bruiser z grupy tzw. 27-węzłowców Thornycrofta, wszystkie ukończone w 1895 r. Były to jednostki liczące sobie po 280 i 265 ton wyporności, uzbrojone w 1 działo 76 mm i 5 dział 57 mm oraz posiadające 2 wyrzutnie torped.
Obydwa pancerniki, jeszcze z brytyjskimi załogami i pod flagą Royal Navy udały się do Japonii, gdzie dotarły w grudniu 1904 r. i zostały wcielone w skład floty cesarskiej pod nazwami Awaji i Mikawa. Wstępną gotowość bojową miały osiągnąć w pierwszej połowie 1905 r. Przybyłe razem z nimi niszczyciele ochrzczono nazwami: Kuroshio, Michishio, Harushio, Oyashio i Natsushio, i sformowano z nich 6 dywizjon niszczycieli. 
Ale to nie był jeszcze koniec zakupów okrętów wojennych przez Cesarstwo. Postanowiono pójść szlakiem przetartym podczas poprzedniej wojny, z Chinami, kiedy to od Chile zakupiono, za pośrednictwem Ekwadoru krążownik pancernopokładowy Esmeralda, we flocie japońskiej służący jako Idzumi.
Tym razem zainteresowanie dowództwa japońskiego padło na dwa chilijskie okręty: krążownik pancerny O’Higgins oraz krążownik pancernopokładowy Chacabuco.
Pierwszy z nich, zbudowany w Wielkiej Brytanii (stocznia Armstronga) O’Higgins był praktycznie pierwowzorem późniejszych krążowników pancernych Japonii (zwłaszcza typu Asama, które w pierwszym wariancie miały być wręcz kopią O’Higginsa) i jako taki całkiem zgrabnie wpasowywał się w skład jej floty. Przy nieco mniejszej wyporności (8.500 ton) miał podobne uzbrojenie główne (4x203) i nieco słabszą artylerię średnią (10 zamiast 14 dział 152 mm, ale za to dodatkowe 4 działa 120 mm).  Z kolei zbudowany również w stoczni Armstronga Chacabuco (4.160 ton, 2x203, 10x120, 23 w.) był praktycznie bliźniakiem służącego już we flocie japońskiej Takasago, więc i z jego wcieleniem do służby nie przewidywano większych kłopotów. Nawiasem mówiąc, okręt ten zbudowany przez stocznię jako tzw. stock-ship (bez zamówienia jakiejkolwiek floty), tuż po zwodowaniu był oferowany m.in. Stanom Zjednoczonym, Turcji, Chile i… Japonii.
Transakcję zakupu okrętów przeprowadzono na początku kwietnia 1904 r., tradycyjnie za pośrednictwem „podstawionego” państwa neutralnego, tym razem Nikaragui. Pod jej flagą obydwie jednostki przybyły 20 maja 1904 r. do portu w Nagasaki, gdzie nastąpiło ich oficjalne wcielenie do składu floty japońskiej. W jej szeregach otrzymały nazwy: O’Higgins – Yakushi (od góry w prefekturze Toyama), Chacabuco – Yahagi (od rzeki na wyspie Honsiu).  

sobota, 13 grudnia 2014

Rzeczny stawiacz min



Mam ostatnio problem z weną twórczą, by opisywać kolejne zmagania naszej floty z Japończykami, dlatego dziś prezentuję jednostkę którą sobie kiedyś tam wymyśliłem i nawet narysowałem, ale nie zdążyłem wcielić do floty, bo wojna wybuchła;) Jest to rzeczny stawiacz min, przeznaczony do służby na wodach Jangcy. Jak pamiętamy, mamy placówkę w Szanghaju i zalążki flotylli na tej wielkiej chińskiej rzece. Rzeczny stawiacz min obok monitorów, kanonierek, kutrów torpedowych i powinien być kolejną użyteczną jednostką w jej składzie. Na tak wielkiej rzece stawianie stacjonarnych zagród minowych mogło by stanowić pewien problem (duża głębokość), jednak przewiduję, że okręt mógłby stawiać miny spławne, które dryfując z prądem mogły by razić jednostki potencjalnego przeciwnika. Zdaję sobie sprawę, że może to być dość problematyczne, dlatego jestem przygotowany na waszą krytykę zaproponowanej jednostki. Niemniej jednak, skoro już sobie zadałem trud wymyślenia okręciku, to go prezentuję. Okręt jest zbudowany w 1904 r., ale ze zrozumiałych względów na swoje docelowe miejsce działania najwcześniej będzie mógł być dostarczony w 1905 r.
Przy okazji – zastanawiam się, czy by nie zbudować analogicznych (tylko mniejszych) jednostek dla flotylli rzecznej w kraju?   


 Kryl, polish river minelayer laid down 1904

Displacement:
    120 t light; 124 t standard; 135 t normal; 144 t full load

Dimensions: Length overall / water x beam x draught
    138,12 ft / 137,63 ft x 17,88 ft x 3,48 ft (normal load)
    42,10 m / 41,95 m x 5,45 m  x 1,06 m

Armament:
      1 - 2,24" / 57,0 mm guns in single mounts, 5,23lbs / 2,37kg shells, 1885 Model
      Quick firing gun in deck mount
      on centreline forward
      1 - 0,30" / 7,6 mm guns in single mounts, 0,01lbs / 0,00kg shells, 1903 Model
      Machine gun in deck mount
      on centreline amidships, 1 raised gun
    Weight of broadside 5 lbs / 2 kg
    Shells per gun, main battery: 350

Machinery:
    Coal fired boilers, simple reciprocating steam engines,
    Direct drive, 1 shaft, 232 ihp / 173 Kw = 12,00 kts
    Range 2 300nm at 7,00 kts
    Bunker at max displacement = 20 tons (100% coal)

Complement:
    19 - 25

Cost:
    £0,010 million / $0,041 million

Distribution of weights at normal displacement:
    Armament: 1 tons, 0,5%
    Machinery: 40 tons, 29,3%
    Hull, fittings & equipment: 65 tons, 48,3%
    Fuel, ammunition & stores: 15 tons, 10,8%
    Miscellaneous weights: 15 tons, 11,1%

Overall survivability and seakeeping ability:
    Survivability (Non-critical penetrating hits needed to sink ship):
      176 lbs / 80 Kg = 31,2 x 2,2 " / 57 mm shells or 0,3 torpedoes
    Stability (Unstable if below 1.00): 1,36
    Metacentric height 0,6 ft / 0,2 m
    Roll period: 9,3 seconds
    Steadiness    - As gun platform (Average = 50 %): 63 %
            - Recoil effect (Restricted arc if above 1.00): 0,02
    Seaboat quality  (Average = 1.00): 1,25

Hull form characteristics:
    Hull has a flush deck
    Block coefficient: 0,552
    Length to Beam Ratio: 7,70 : 1
    'Natural speed' for length: 11,73 kts
    Power going to wave formation at top speed: 42 %
    Trim (Max stability = 0, Max steadiness = 100): 50
    Bow angle (Positive = bow angles forward): 0,00 degrees
    Stern overhang: 0,49 ft / 0,15 m
    Freeboard (% = measuring location as a percentage of overall length):
       - Stem:        5,09 ft / 1,55 m
       - Forecastle (20%):    5,09 ft / 1,55 m
       - Mid (50%):        5,09 ft / 1,55 m
       - Quarterdeck (15%):    5,09 ft / 1,55 m
       - Stern:        5,09 ft / 1,55 m
       - Average freeboard:    5,09 ft / 1,55 m
    Ship tends to be wet forward

Ship space, strength and comments:
    Space    - Hull below water (magazines/engines, low = better): 111,7%
        - Above water (accommodation/working, high = better): 85,1%
    Waterplane Area: 1 669 Square feet or 155 Square metres
    Displacement factor (Displacement / loading): 136%
    Structure weight / hull surface area: 28 lbs/sq ft or 136 Kg/sq metre
    Hull strength (Relative):
        - Cross-sectional: 1,30
        - Longitudinal: 1,58
        - Overall: 1,33
    Hull space for machinery, storage, compartmentation is cramped
    Room for accommodation and workspaces is cramped
    Good seaboat, rides out heavy weather easily

300 mines

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Niszczyciel 600-tonowy



Mimo trwającej wojny, w kraju kontynuowana jest budowa okrętów zamówionych jeszcze przed jej wybuchem. Oczywiście, tempo budów spadło, co jest zrozumiałe, dlatego na razie nie zostaną ukończone nowe krążowniki pancerne (choć wiem, jakby się w tej wojnie przydały, ale niestety, realia są jakie są – pospiesznie wykańczanych okrętów nie ma raczej sensu wysyłać w rejs na drugi koniec globu..). Ale np. ukończenie kilku niszczycieli jest już dużo bardziej realistyczne. Dlatego też prezentuję nowy typ niszczyciela, okręt znacznie większy niż dotychczasowego jednostki tej klasy bo aż 600-tonowy, i dość silnie uzbrojony bo w aż 3 dział 75 mm i 4 wyrzutnie torped na podwójnych stanowiskach (to ostatnie to nowość w naszej flocie).  



Halabarda, polish destroyer laid down 1903 (Engine 1904)

Displacement:
    480 t light; 499 t standard; 590 t normal; 662 t full load

Dimensions: Length overall / water x beam x draught
    238,16 ft / 236,15 ft x 23,88 ft x 7,94 ft (normal load)
    72,59 m / 71,98 m x 7,28 m  x 2,42 m

Armament:
      3 - 2,95" / 75,0 mm guns in single mounts, 12,87lbs / 5,84kg shells, 1891 Model
      Quick firing guns in deck mounts
      on centreline, evenly spread
      Aft Main mounts separated by engine room
      2 - 2,24" / 57,0 mm guns in single mounts, 5,23lbs / 2,37kg shells, 1885 Model
      Quick firing guns in deck mounts
      on side, all amidships
    Weight of broadside 49 lbs / 22 kg
    Shells per gun, main battery: 250
    4 - 18,0" / 457 mm above water torpedoes

Machinery:
    Coal fired boilers, complex reciprocating steam engines,
    Hydraulic drive, 2 shafts, 10 089 ihp / 7 526 Kw = 26,50 kts
    Range 2 500nm at 12,00 kts
    Bunker at max displacement = 163 tons (100% coal)
      Caution: Delicate, lightweight machinery

Complement:
    59 - 77

Cost:
    £0,071 million / $0,285 million

Distribution of weights at normal displacement:
    Armament: 6 tons, 1,0%
    Machinery: 353 tons, 59,8%
    Hull, fittings & equipment: 121 tons, 20,5%
    Fuel, ammunition & stores: 110 tons, 18,6%
    Miscellaneous weights: 0 tons, 0,0%

Overall survivability and seakeeping ability:
    Survivability (Non-critical penetrating hits needed to sink ship):
      125 lbs / 57 Kg = 9,7 x 3,0 " / 75 mm shells or 0,2 torpedoes
    Stability (Unstable if below 1.00): 1,85
    Metacentric height 1,6 ft / 0,5 m
    Roll period: 8,0 seconds
    Steadiness    - As gun platform (Average = 50 %): 44 %
            - Recoil effect (Restricted arc if above 1.00): 0,06
    Seaboat quality  (Average = 1.00): 0,76

Hull form characteristics:
    Hull has rise forward of midbreak
    Block coefficient: 0,461
    Length to Beam Ratio: 9,89 : 1
    'Natural speed' for length: 15,37 kts
    Power going to wave formation at top speed: 67 %
    Trim (Max stability = 0, Max steadiness = 100): 50
    Bow angle (Positive = bow angles forward): -11,00 degrees
    Stern overhang: 2,00 ft / 0,61 m
    Freeboard (% = measuring location as a percentage of overall length):
       - Stem:        12,96 ft / 3,95 m
       - Forecastle (19%):    12,96 ft / 3,95 m
       - Mid (29%):        12,96 ft / 3,95 m (7,58 ft / 2,31 m aft of break)
       - Quarterdeck (12%):    7,97 ft / 2,43 m
       - Stern:        8,46 ft / 2,58 m
       - Average freeboard:    9,32 ft / 2,84 m
    Ship tends to be wet forward

Ship space, strength and comments:
    Space    - Hull below water (magazines/engines, low = better): 201,5%
        - Above water (accommodation/working, high = better): 64,1%
    Waterplane Area: 3 631 Square feet or 337 Square metres
    Displacement factor (Displacement / loading): 20%
    Structure weight / hull surface area: 19 lbs/sq ft or 91 Kg/sq metre
    Hull strength (Relative):
        - Cross-sectional: 0,46
        - Longitudinal: 1,09
        - Overall: 0,51
    Hull space for machinery, storage, compartmentation is extremely poor
    Room for accommodation and workspaces is cramped
    Poor seaboat, wet and uncomfortable, reduced performance in heavy weather

Halabarda (1904)
Berdysz (1904)
Szabla (1904)
Szpada (1904)

sobota, 6 grudnia 2014

Rejs eskadry bałtyckiej cz. II



Jak pamiętamy, 11 września 1904 r. polska eskadra osiągnęła port Diego-Suarez na Madagaskarze. Tu trzeba było urządzić dłuższy postój, bowiem zespół po przebytych sztormach potrzebował trochę czasu na przeprowadzenie niezbędnych napraw, a i załogi musiały nieco odpocząć (nie mówiąc już o żołnierzach wojsk lądowych, nienawykłych do takich atrakcji jakie stały się ich udziałem..). W dalszy rejs ruszono 15 października, zabierając ze sobą węglowiec Łuck, który na Madagaskar przybył po długiej epopei 26 sierpnia.
Okolice Cieśniny Sundajskiej polski zespół osiągnął 8 listopada.Tymczasem wieści o wyprawie dotarły do dowództwa japońskiego, wywołując uzasadnione zaniepokojenie. Słusznie spodziewano się, że celem rejsu jest Hajnan i zdawano sobie sprawę że połączenie obu eskadr w silny, liczący kilka pancerników i krążowników pancernych zespół będzie dla japońskiego panowania na morzu bardzo groźne. Niewiele jednak mogli na razie z tym zrobić, bowiem trzon floty musiał wciąż pilnować pokonanej ale bynajmniej nie rozbitej eskadry portatrturskiej (dodatkowo, siły blokujące były osłabione brakiem odesłanej na remont do Japonii Mikasy).
Dla uzyskania informacji już we wrześniu na wody wokół Indochin i Holenderskich Indii Wschodnich zostały wysłane dwa szybkie (rozwijające ponad 17 w.) krążowniki pomocnicze Nikko Maru i Nippon Maru, a wkrótce potem zespół szybkich krążowników w składzie Takasago, Chitose i Kasagi, z których każdy rozwijał prędkość rzędu 22-23 w. i był uzbrojony w 2 działa 203 mm i 10 dział 120 mm. Do pomocy dodano im jeszcze krążowniki pomocnicze Manshu Maru i Dainan Maru, a nad całością wydzielonych sił dowództwo objął wiceadm. Dewa.  Aż pierwszych dni listopada Japończycy bezowocnie kręcili się po wodach obecnej Indonezji, zapuszczając się nieraz głęboko na wody cieśniny Malakka i Oceanu indyjskiego. To zmieniło się 8 listopada, kiedy krążownik Takasago wraz z krążownikiem pomocniczym Dainan Maru w nocy dosłownie wpadły na polską eskadrę wchodzącą do cieśniny Sundajskiej. Krótka wymiana ognia z Takasago nie dała rezultatu, bowiem jego dowódca słusznie domyśliwszy się, że ma do czynienia z większym zespołem wrogich okrętów, dał rozkaz odwrotu z pełną prędkością.
Polski admirał wysłał w pościg niszczyciele, które zdołały nawet wyjść na pozycję strzelecką jednak japońskiemu krążownikowi dopisało szczęście i żadna z wystrzelonych torped nie trafiła. Wkrótce potem kontakt bojowy się urwał.
W gorszej sytuacji był rozwijający ledwie 16 w. Dainan Maru, który nie był w stanie skutecznie oderwać się od przeciwnika. Co prawda w istniejących warunkach celne trafianie było mocno utrudnione (w regulaminach floty polskiej w ogóle nie rozważano możliwości nocnego boju artyleryjskiego, nie ćwiczono też nocnych strzelań w praktyce), więc japońskiej jednostce dość długo udawało się unikać krytycznych trafień. Japoński dowódca wykazał się w tej sytuacji nie lada opanowaniem, rozkazując zrzucić do morza tyle min,  ile się tylko uda, licząc że może któryś z wrogich okrętów na nie wpadnie. W trwającej ok. pół godziny kanonadzie kilka 6-calówych pocisków z polskich pancerników i krążowników pancernych dosięgło w końcu japońską jednostkę. Jeden z nich okazał się wyjątkowo niszczycielski, trafił bowiem w okolice rufy, w zgromadzone tam miny. W spektakularnej eksplozji jaka po tym nastąpiła, dosłownie unicestwiona została cała część rufowa japońskiego krążownika, a reszta jednostki zatonęła w przeciągu kilku minut...
To jednak nie był jeszcze koniec wydarzeń tej nocy, bowiem wkrótce po zatonięciu Dainan Maru strona japońska odniosła zaskakujący sukces. Na jedną z dopiero co postawionych min wszedł zaadaptowany do roli transportowca wojska liniowiec pasażerski Warszawa  wiozący na swym pokładzie 1700 żołnierzy („wsławiony”, jak pamiętamy, staranowaniem torpedowca Czujny). Dla pozbawionej ochrony części podwodnej kadłuba jednostki uszkodzenia okazały się śmiertelne, szczęśliwie jednak nie tonęła ona zbyt szybko, a w pobliżu była cała eskadra mogąca nieść ratunek dzięki czemu większość przewożonych żołnierzy zdołano uratować. Ostatecznie lista ofiar zamknęła się bilansem ok. 200 ofiar, przepadł też cały sprzęt i wyposażenie przewożone przez jednostkę.
Po zakończeniu akcji ratowniczej i uporządkowaniu szyku polski zespół podjął rejs na północ przez wody Morza Południowochińskiego. W nocy z 12 na 13 listopada natrafiono na niezidentyfikowane okręty i niewiele brakowało by otwarto ogień, bowiem w eskadrze od opuszczenia Madagaskaru panowała atmosfera oczekiwania w każdej chwili kontaktu z japońskimi siłami głównymi. Na szczęście w porę napotkane  jednostki zidentyfikowano jako pancernik Centurion i dwa krążowniki, ze składu brytyjskiej China Station pod flagą wiceadm. Noela. W przeciwieństwie do zajścia u brzegów Hiszpanii tym razem Brytyjczycy byli jednak ostrożniejsi i zachowali dystans do polskiego zespołu. Dalsza część rejsu odbyła się bez poważniejszych incydentów i 18 listopada 1904 r. zza horyzontu oczom eskadry ukazały się południowe brzegi Hajnanu. Wkrótce potem, po obejściu wyspy szlakiem zachodnim, zespół rzucił kotwice na redzie Haikou.
Tym samym udało się skoncentrować na wyspie całkiem poważne siły lądowe liczące 25 tys. żołnierzy. Na pokładach eskadry przywieziono też 700 min, dzięki czemu można było wznowić wojnę minową. Wreszcie (kto wie czy nie najważniejsze) całkiem poważnie przedstawiały się odtąd siły morskie na Hajnanie, w postaci:

Pancerniki:
Mieszko I (1896, 8160 ton, 4x254)
Kazimierz II Sprawiedliwy (1897, jw.)
Konstanty II (1899, 13710 ton, 6x305)
Bolesław Krzywousty (1900, jw.)

Krążowniki pancerne:
Bolesław Chrobry (1871/1889, 6481 ton, 10x203)
Piast (1894, 8054 tony, 2x254)
Siemowit (1895, jw.)
Mikołaj Powała (1901, 7676 ton, 4x203)

Krążowniki:
Grunwald (1883, 2300 ton, 2x203)
Leander (1897, 2299 ton, 8x102)
Diana (1899, 6657 ton, 8x152)
Askold (1900, 5910 ton, 12x152)

Stawiacze min:
Bałtyk (1890, 2084 tony, 4x107, 400 min)

Kanonierki:
Harpia (1878, 366 ton, 1x279)
Cerber (1879, jw.)
Mandżur (1886, 1437 ton, 2x203, 1x152)
Perun (1886, 1179 ton, 4x107)
Swaróg (1887, jw.)
Hydra (1888, 961 ton, 1x203, 1x107)
Agamemnon (1893, 1199 ton, 2x152)
Odyseusz (1894, jw.)
Kraken (1895, 1491 ton, 2x152, 4x120)
Sfinks (1896, jw.)

Kanonierki torpedowe:
Trzygłów (1883, 805 ton, 2x87, 4 wt 381)
Perseusz (1887, 855 ton, 2x107, 3 wt 457)

Niszczyciele:
Piorun (1896, 323 tony, 2x75, 3 wt 457)
Bryza (1898, 415 ton, 1x75, 4 wt 457) uszkodz.
Sztorm (1898, jw.)
Halny (1899, 390 ton, 2x75, 3 wt 457)
Monsun (1899, jw.)
Pasat (1899, jw.)
Purga (1902, 478 ton, 2x75, 2 wt 457)
Zefir (1902, jw.)

Torpedowce:
Sęp (1886, 215 ton, 2x47, 3 wt 457)
Orzeł (1886, jw.)
Kobuz (1887, jw.)
Sokół (1887, jw.)
Zwinny (1899, 200 ton, 2x57, 2 wt 457)
Bystry (1899, jw.)
Gniewny (1900, jw.)

Patrolowce:
Czapla (1896, 170 ton, 2x47)
Kormoran (1896, jw.)
Czajka (1897, jw.)

Okręty balonowe:
Dedal (1902, 3633 tony, 1x75)

Transportowce:
Łuck (1900, 7150 ton, 2x102)
Nowa Kurlandia (1899, 3101 ton, 4x120)

piątek, 28 listopada 2014

Bitwa na Morzu Żółtym



Niemal równocześnie z opisywanymi poprzednio wydarzeniami, na północy doszło do jednej z najważniejszych bitew morskich tej wojny. Ponaglany do działania przez carskiego namiestnika gen. Aleksiejewa dowódca eskadry portarturskiej, kadm. Witgeft (Witthofft) zdecydował się wreszcie wyjść z portu z zamiarem przedarcia się do Władywostoku. Siły główne, w składzie 6 pancerników (Cesariewicz, Retwizan, Pobieda, Pierieswiet, Siewastopol i Połtawa), 5 krążowników (Askold, Pałłada, Diana, Nowik i Stefan Czarniecki) oraz 8 niszczycieli wyszły z portu rankiem 10 sierpnia 1904 r. i obrały na pełne morze. Wyjście w morze eskadry, mimo mglistej pogody, nie uszło uwadze Japończyków. Na Morzu Żółtym drogę eskadrze zagrodziła flota japońska, w tym siły główne adm. Togo (pancerniki Mikasa, Asahi, Shikishima i Fuji oraz krążowniki pancerne Kasuga i Nisshin) oraz III dywizjon kadm. Dewy (krązownik pancerny Yakumo, krążowniki Chitose, Kasagi, Takasago, Yoshino oraz dodatkowo Akitsushima). Adm. Witgeft nie zamierzał jednak podejmować boju, lecz zdecydowanie parł na południowy wschód, ku Cieśninie Koreańskiej. Dlatego też w pierwszej fazie bitwy ok. godz. 12-13 żadna ze stron nie doznała istotnych szkód od ognia nieprzyjacielskiego. Adm. Togo podjął pościg i ok. godz. 16:30 zdołał się zbliżyć na tyle, że można było otworzyć ogień. Obie floty płynęły zbliżonymi, nieco zbiegającymi się kursami, stąd bój przyjął formę klasycznego starcia flot liniowych. Dość wyrównana walka trwała ok. godziny, a zamykający szyk sił głównych krążownik Stefan Czarniecki zdołał nawet dwa razy trafić w krążownik Kasuga (pociskami 305 mm i 229 mm). Zanosiło się już na to, że rosyjskiemu admirałowi może się udać, gdy doszło do niespodziewanego zwrotu akcji – jeden z ciężkich pocisków japońskich uderzył w podstawę fokmasztu Cesariewicza, tuż nad otwartym pomostem na którym lekkomyślnie przebywał adm. Witgeft, w wyniku czego poniósł on śmierć, a większość członków jego sztabu odniosła rany. W kilka minut później drugi pocisk trafił w sterówkę, powodując zaklinowanie się steru w pozycji wychylonej, przez co pancernik rozpoczął niekontrolowany zwrot przez lewą burtę. Wprowadziło to spore zamieszanie, inne jednostki zaczęły naśladować manewr flagowca, nieomal doszło do kolizji Cesariewicza z Pierieswiwetem i Siewastopolem i w efekcie wkrótce szyk eskadry się załamał. Sytuacja zaczynała się robić powoli bardzo poważna. Togo wykorzystując sytuację, nakazał I dywizjonowi zwrot o 45 stopni w lewo by zajść przeciwnika od czoła i skuteczniej tym samym ostrzeliwać zdezorganizowaną eskadrę rosyjską. Widząc to kadm. Uchtomski, któremu wreszcie udało się przejąć dowództwo nad zespołem postanowił wykonać zwrot w tył, by oddalić się od ziejącej ogniem linii bojowej wroga. Manewr ten został osłonięty samobójczym niemal poświęceniem krążownika Stefan Czarniecki (które być może jednak nie było zamierzone, bowiem sądzono że okręt mógł wyjść z szyku na skutek odniesionych uszkodzeń, a nie przeżył nikt kto mógłby dać temu wiarygodne świadectwo). Niezależnie od przyczyny, gdy siły główne wykonywały zwrot o 180 stopni, krążownik pozostał na dotychczasowym kursie, szarżując wprost na pancerniki japońskie, być może z zamiarem wykonania ataku torpedowego lub wręcz taranowania. Skupił w tym czasie na sobie ogień większości japońskich okrętów. Sam też nie pozostawał im dłużny, trafiając jeden raz ze swego ciężkiego działa w krążownik pancerny Nisshin, rozbijając mu jedno z dział 152 mm i zabijając całą jego obsługę, kilka niegroźnych trafień z dział 120 mm zdołano też ulokować na Mikasie..  Na odległość skutecznego strzału torpedowego ostatecznie jednak Stefanowi Czarnieckiemu dojść się nie udało, okręt otrzymał bowiem wiele trafień, które rozbiły prawie całą artylerię (w tym także dziobowe działo 12-calowe), zdemolowały kadłub i nadbudówki. Niestety nie była to dobrze opancerzona jednostka, pozbawiona pancerza burtowego, a z małego dystansu japońscy artylerzyści wręcz nie mieli prawa nie trafiać… Ujść z opresji w tej sytuacji okręt nie miał szans, w końcu na płonącym wraku wywieszono sygnał poddania się, aby nie pomnażać niepotrzebnie ofiar. Okręt jednak już tonął (nie wiadomo, czy mu w tym własna załoga nie pomogła) i zanim został przejęty przez oddział pryzowy, zamknęły się nad nim wody Morza Żółtego….
Niemniej jednak jego poświęcenie przyniosło efekt – dało bowiem eskadrze rosyjskiej niezbędny czas i gdy okręty japońskie zajęły się demolowaniem samotnego polskiego krążownika, udało się przywrócić sterowność Cesariewiczowi,  uporządkować szyk całej eskadry i podjąć rejs w kierunku Port Artura. Japończycy próbowali jeszcze atakować wracające okręty rosyjskie siłami torpedowymi, jednak nocne ataki nie dały większego rezultatu..
Z przedzierania się nie zrezygnował tymczasem zespół krążowników kadm. Reitzensteina (Rejciensztiejna), z którego składu przedrzeć udało się najszybszym jednostkom – Askoldowi i Nowikowi. Wolniejsze Pałłada i Diana, ostrzelane przez japońskie pancerniki i krążowniki musiały zawrócić. Ostatecznie Nowik został dopadnięty przez japoński krążownik Tsushima  w zatoce Aniwa i po bitwie z nim  zatopiony przez własną załogę. Natomiast uszkodzony Askold zdołał dopłynąć 12 sierpnia do Szanghaju, gdzie skorzystał z polskiej pomocy. Dzień później zawinęła tam również Diana. Po kilku dniach postoju obydwa krążowniki  podjęły udaną próbę przedarcia się na Hajnan, gdzie dotarły 21 sierpnia, wydatnie wzmacniając siły tamtejszej eskadry...

poniedziałek, 24 listopada 2014

Próba zablokowania Haikou



Już od końca czerwca 1904 r. japońskie dowództwo zaczęło szukać sposobu szybkiego zneutralizowania polskiej eskadry, zwłaszcza że wiedziano już o rejsie eskadry bałtyckiej i nietrudno się było domyślić, że jej celem jest odsiecz Hajnanu. Po akcji polskiego zespołu przeciw Formozie, sięgnięto po pomysł, który uprzednio dwukrotnie próbowano wcielić w życie (co prawda bezskutecznie) w Port Arturze, a mianowicie postanowiono zablokować port w Haikou poprzez zatopienie w wejściu do niego obciążonych balastem statków. Samo w sobie było to dowodem sporej desperacji i liczenia się z zagrożeniem jakie po zwycięskiej bitwie stwarzały polskie okręty na Hajnanie. 
Do roli okrętów przeznaczonych do zatopienia wybrano dwa duże transportowce: Karasaki Maru (5627 BRT, eks-rosyjski Jekatierinosław, zdobyty 6 lutego 1904 r.) oraz Mandasan Maru (4513 BRT), które na tę okoliczność wypełniono po brzegi złomem i betonem. Załogi sformowano z ochotników, bowiem nie było wcale pewne czy uda się ich po wykonanym zadaniu ewakuować z miejsca akcji. Na wszelki wypadek statkom przydzielono 2 torpedowce z 17 dywizjonu (nr 33 i nr 34), które w sprzyjających okolicznościach miały podjąć załogi statków. Dalszą osłonę miały stanowić improwizowany zespół w składzie: krążowniki Idzumi (flagowiec znanego nam już kontradm. Togo jr.), Suma, Sai Yen oraz małe krążowniki (według dawnej nomenklatury korwety) Yamato, Musashi i Katsuragi. Zadaniem tych jednostek miało być ewentualne uciszenie pełniących dozór polskich kanonierek, gdyby się na nie natknięto. Z kolei z pokładów  kanonierek pomocniczych Kagawa Maru i Ryujun Maru miały desantować się oddziały przewidziane do opanowania baterii dział strzegących wejścia do bazy. Na tę okoliczność obie jednostki specjalnie wzmocniono poprzez zamontowanie stalowych osłon chroniących oddziały desantowe przed ogniem broni małokalibrowej. Do akcji wydzielono wreszcie 4 dywizjon niszczycieli pod dowództwem kmdr por. Nagai (Hayatori, Harusame, Murasame i Asagiri) mający osłaniać zespół krążowników i ewentualnie pomóc w ewakuacji oddziałów desantowych, po unieszkodliwieniu polskich baterii.
Operację planowano przeprowadzić w bezksiężycową noc 11 sierpnia 1904 r., by osiągnąć w miarę możliwości zaskoczenie obrońców. To się atakującym udało, bowiem nieszczęśliwym dla strony polskiej zbiegiem okoliczności mająca pełnić tej nocy dozór kanonierka torpedowa Trzygłów miała awarię i musiała zostać odholowana przez torpedowiec Sęp do bazy. Skutkiem powyższego, tylko ten ostatni w chwili ataku był „na chodzie”, ale akurat znajdował się w porcie. Była jeszcze co prawda druga jednostka pełniąca tej nocy dozór, patrolowiec Kormoran, akurat znajdowała się daleko na zachód od bazy i nie zdołała wykryć atakujących Japończyków.
Atak rozpoczął się niedługo po północy od wysadzenia dwóch oddziałów desantowych (patrz mapka) celem opanowania baterii wschodniej i zachodniej, z których każda dysponowała kilkoma szybkostrzelnymi działami średnich kalibrów (wschodnia 3x120, zachodnia 2x152, 2x120). Była jeszcze bateria północna z 4 starymi działami 107 mm, ale ją Japończycy słusznie sobie odpuścili). O ile z baterią wschodnią poszło atakującym w miarę gładko (udało się osiągnąć pełne zaskoczenie), o tyle z drugą sprawa przedstawiała się dużo gorzej. Na skutek minimalnego opóźnienia ataku (który był z kolei efektem wylądowania kilkaset metrów od baterii, zamiast jak planowano – naprzeciw niej) obrona baterii została na czas zaalarmowana, zdążyła stawić opór i ostatecznie odeprzeć atak.
W pół godziny po ataku na baterie artyleryjskie, nadpłynęły obydwa „brandery”. Poruszały się od północy i miały o tyle utrudnione zadanie, że aby zablokować wejście do portu, musiały tuż przed nim wykonać ostry zwrot o ponad 90 stopni, a zaraz potem wyhamować i ustawić się w poprzek kanału wejściowego. Był to dość karkołomny manewr, trudny do wykonania w ciemną, bezksiężycową noc. Nie dziwi więc specjalnie, że pierwszy ze statków mających zablokować port, Karasaki Maru źle obliczył moment wykonania zwrotu i na skutek tego wszedł na piaszczystą łachę kilkaset metrów od wejścia do portu, z której nie był w stanie samodzielnie zejść. Później nieszczęsna jednostka została dosłownie rozstrzelana z dystansu kilku km przez działa baterii zachodniej.
Widząc co się stało kapitan płynącego jako następny Mandasan Maru wykręcił nieco wcześniej (choć i tak w ostatniej chwili, ledwo unikając kolizji z tkwiącym na mieliźnie poprzednikiem), i ustawił się niemal na wprost wejścia do portu. Wydawało się, że sukces jest na wyciągnięcie ręki. Statek jak na swoje gabaryty zgrabnie wszedł do kanału portowego i już zaczynał wykonywać skręt by ustawić się w poprzek toru wodnego, gdy u jego burty wyrósł kilkudziesięciometrowy  słup wody. Okazało się, że była to torpeda z Sępa, którego dowódca zorientował się co się święci. Nie zastanawiając się zbytnio, ruszył ku wyjściu z portu i gdy zobaczył duży transportowiec przed dziobem, odpalił dwie torpedy, z których jedna eksplodowała u burty japońskiej jednostki szybko ją topiąc (druga albo była niecelna, albo wadliwie zadziałała). Działanie to okazało się być zbawienne w skutkach, bowiem Mandasan Maru zatonął w pozycji ukośnej do przebiegu toru wodnego, i to nie w jego środku, ale nieco z boku. Tym samym do pełnego zablokowania portu nie doszło, choć wychodzenie i wchodzenie dużych jednostek było odtąd utrudnione i odbywało się niemal „na styk” z wrakiem..    
Tymczasem towarzyszące branderom torpedowce zajęły się zdejmowaniem załogi z nieszczęsnego Karasaki Maru, bowiem bateria zachodnia zajęta odpieraniem ataku oddziału desantowego na razie nie ostrzeliwała unieruchomionej jednostki japońskiej. Nie udało się natomiast ewakuować załogi Mandasan Maru, na skutek ognia torpedowca Sęp, do którego dołączyły wkrótce niektóre okręty znajdujące się w porcie.
Ostatnim epizodem starcia była próba ewakuacji oddziału desantowego który zniszczył baterię wschodnią. Podjęły się tego zadania niszczyciele 4 dywizjonu, ale gdy flagowy Hayatori został celnie ugodzony 6-calowym pociskiem wystrzelonym przez pancernik Mieszko I, i z tego trzeba było zrezygnować...
Natomiast drugi oddział desantowy, atakujący baterię zachodnią, praktycznie cały został wybity lub wzięty do niewoli, więc nie było tu nawet kogo próbować ewakuować..

wtorek, 18 listopada 2014

Rajd na Formozę



Po bitwie pod Hajnanem polskie dowództwo postanowiło kuć żelazo póki gorące i już 4 lipca do akcji przeciw Formozie wyszedł Mieszko I w asyście krążowników Bolesław Chrobry i Cedynia i 2 niszczycieli. Więcej sił nie dało się wyasygnować do operacji, bowiem Kazimierz II Sprawiedliwy i niszczyciel  Bryza były uszkodzone, natomiast krążownik Grunwald i kanonierki uznano za zbyt wolne, a tym samym – ich udział w wypadzie za zbyt ryzykowny. Celem ataku miał być port w Kaohsiung, położony na południowo-zachodnim wybrzeżu wyspy. Z ataku na główną bazę na Formozie, Keelung, mimo rozważania takiej opcji, ostatecznie zrezygnowano. Uzasadniało to silne jej ufortyfikowanie i uzbrojenie (m.in. w działa 12- i 10-calowe), możliwość napotkania tam poważnych sił morskich wroga, jak również stosunkowo łatwa możliwość odcięcia przezeń odwrotu na Hajnan (Keelung leżało bowiem dokładnie na przeciwległym krańcu wyspy, i ewentualny powrót musiałby się odbywać dość wąską Cieśniną Tajwańską, bądź naokoło wyspy, od strony wschodniej).
Rejs w kierunku Formozy przebiegł bez zakłóceń i nad ranem 8 lipca zespół znalazł się w pobliżu Kaohsiung. Wieści o niedawnej bitwie wprawdzie już dotarły na wyspę wraz z uchodzącym zespołem japońskim, ale nikt nie spodziewał się tak szybko okrętów polskich. Zaskoczenie było zupełne..
Pierwszą ofiarą ataku padła pomocnicza kanonierka Yoshidagawa Maru (310 BRT), która pełniła rutynową służbę patrolową w pobliżu portu. Kilka celnych pocisków 120 mm z Cedynii szybko zmusiło ją do opuszczenia bandery. W samym porcie znajdowały się natomiast dwa statki handlowe, Urado Maru (359 BRT) i Aichi Maru (1330 BRT), które zatopiono ogniem artyleryjskim. Gdy polskie okręty zbliżyły się na odległość paru km,  odezwały się japońskie baterie nadbrzeżne. Były one wprawdzie wyposażone w dość przestarzałe eks-chińskie działa czarnoprochowe, nie będące w stanie istotnie zagrozić pancernikowi, ale za to mogące wyrządzić szkody mniejszym jednostkom. Świadomi tego japońscy artylerzyści skoncentrowali ogień na Cedynii, która w krótkim czasie otrzymała 3 trafienia pociskami kal. 178 mm, w tym jedno fatalne w maszynkę sterową. Przez moment nad kursem okrętu nie było kontroli i to wystarczyło by płynący w przypadkowym kierunku krążownik wpakował się na mieliznę, z której nie był w stanie sam zejść. Szczęście w nieszczęściu, że stało się to już na granicy donośności japońskich dział.. Niemniej jednak, w ciągu następnych kilkunastu minut okręt otrzymał dwa kolejne trafienia, które zniszczyły mu m.in. jedno z dział. Sytuacja stawała się poważna. Kadm. Szczęsnowicz nakazał niszczycielom Piorun i Sztorm podjęcie próby ściągnięcia krążownika z mielizny, podczas gdy pancernik skierował swe działa przeciw japońskiej baterii. Jego kanonada co prawda ich nie zniszczyła, ale była na tyle gwałtowna, że zmusiła artylerzystów wroga do przerwania ognia. To dało niszczycielom okazję do podejścia do Cedynii i ściągnięcia jej na głębszą wodę. Okręt był jednak ciężko uszkodzony, miał przeciekające dno, zniszczony ster, podziurawione kotły, i nie było szans by mógł samodzielnie płynąc. W tej sytuacji ten nieomal wrak został po odciągnięciu przez niszczyciele z zasięgu rażenia wrogiej artylerii wzięty na hol przez krążownik pancerny Bolesław Chrobry. Natomiast pancernik Mieszko I  został jeszcze na pozycji i korzystając z milczenia wrogiej artylerii wysadził za pomocą łodzi okrętowych 100-osobowy desant na plaży. Oddział ten, z konieczności złożony z marynarzy pancernika (nie było bowiem na pokładach okrętów eskadry piechoty morskiej), zajął przy słabym oporze przeciwnika uszkodzone umocnienia i stanowiska artylerii i wysadził je w powietrze. Po powrocie desantu na pokład, pancernik odpłynął w ślad za resztą zespołu. Tymczasem przez całą drogę powrotną trwała mordercza walka o utrzymanie krążownika Cedynia na powierzchni, bowiem pokiereszowany pociskami i wejściem na mieliznę kadłub ciekł jak sito. Po 6 dniach wleczenia się z prędkością kilku węzłów walkę tę załoga zdawała się przegrywać. Ostatkiem sił udało się jednak doprowadzić jednostkę do brzegu zatoki Puqian, gdzie osiadła na dnie…