czwartek, 19 lutego 2015

Zablokowanie eskadry hajnańskiej



Po bitwie pod Hong Kongiem, eskadra polska, jakkolwiek wycofała się z pola bitwy, wciąż nie była pobita i stwarzała realne zagrożenie dla floty japońskiej. Jej szybka neutralizacja była konieczna w kontekście rejsu eskadry Rożestwieńskiego, jak i ewentualnej inwazji wyspy, którą dowództwo japońskie rozważało. W tej sytuacji sięgnięto po sposób który już przetrenowano (co prawda bez poważniejszych sukcesów) w Port Arturze i Haikou, czyli blokowanie wejścia do portu przy pomocy branderów. Tym razem jednak do operacji przygotowano się zdecydowanie solidniej niż poprzednim razem, a przede wszystkim zaangażowano do niej dużo znaczniejsze niż poprzednio siły. 

W ich skład weszły pancerniki Mikasa, Asahi, Shikishima i Awaji pod osobistym dowództwem adm. Togo, nadto krążowniki Adzuma, Iwate, Kasuga i Nisshin pod flagą wiceadm. Kamimury. Osłonę zapewniało 10 niszczycieli z 2, 3 i 14 dywizjonu. Mając świadomość licznych defensywnych pól minowych na podejściach do Haikou, przewidziano aż 14 torpedowców z 10, 11, 16 i 20 dywizjonu do pełnienia funkcji trałowców. 
Wreszcie zespół jednostek przewidzianych do zatopienia w kanale portowym tworzyły statki Ceylon Maru (5068 BRT), Shigizan Maru (2828 BRT), Hiroshima Maru (3283 BRT), Fushiki maru (1790 BRT) i Yasukuni Maru (5118 BRT). Już sama ilość jednostek jakie Japończycy przeznaczyli na straty dowodzi, jaką wagę przykładali teraz do czasowego przynajmniej zneutralizowania eskadry hajnańskiej.
Termin ataku ustalono na noc z 5 na 6 marca 1905 r. Pomni doświadczeń z poprzedniej akcji, tym razem Japończycy przygotowali mniej finezyjny plan. Nie przewidziano dokonywania żadnych desantów z zadaniem opanowania baterii nadbrzeżnych. Za to zadanie ich uciszenia, i umożliwienia tym samym podejścia branderom do portu otrzymały ciężkie okręty artyleryjskie.

Polska artyleria nadbrzeżna, po ostatnio dokonanych wzmocnieniach wyglądała w rejonie Haikou następująco:
W baterii wschodniej: 2 działa 279/22 o zasięgu 3,4 km, zdjęte z kanonierek flat-iron i 3 działa 203/35 o zasięgu 9,2 km zdjęte z krążownika pancernego Bolesław Chrobry,
W baterii zachodniej 2 działa 152/45 o zasięgu 14,1 km, 2 działa 120/45 o zasięgu 10,1 km i 3 działa 203/35 (pochodzenie jw.)
W baterii północnej: 4 działa 107/20 o zasięgu 1,9 km i 4 działa 203/35 (pochodzenie jw.).
Na pierwszy rzut oka wydawało by się, że w starciu z głównymi siłami japońskimi nie była to siła wystarczająca, bowiem pod względem zasięgu z artylerią wroga mogły się równać jedynie 2 nowoczesne działa kal. 152 mm baterii zachodniej. Na korzyść obrońców przemawiał jednak fakt, iż ze względu na szerokość cieśniny Qiongzhou atakujący nie mogli strzelać z maksymalnego zasięgu swoich dział – można się było spodziewać że dystans nie walki nie będzie przekraczał 8-10 km, a w przypadku ataku nocnego musiał być jeszcze mniejszy.

Atak rozpoczął się ok. godz. 23:00 5 marca, intensywnym ostrzałem baterii brzegowych i jednostek znajdujących się w porcie, prowadzonym przez japońskie pancerniki i krążowniki pancerne. W warunkach słabej widoczności, nie mógł on być jednak wystarczająco celny i skuteczny, zatem szkody na okrętach i w infrastrukturze wojskowej nie były duże. Zniszczeniu uległy pojedyncze działa 203 mm znajdujące się w baterii wschodniej i północnej, ponadto kilka trafień dosięgło jednostki znajdujące się w porcie. Najgorzej los obszedł się z torpedowcem Sęp, który otrzymał bezpośrednie trafienie pociskiem kal. 305 mm i osiadł na dnie basenu portowego. Ciężko uszkodzony został też stawiacz min Bałtyk, który otrzymał kilka trafień pociskami 203  mm, i ocalał zapewne tylko dzięki temu, że akurat nie miał min na pokładzie. Pojedyncze trafienia otrzymały pancerniki Konstanty II i Bolesław Krzywousty oraz krążownik pancerny Siemowit. Nie obeszło się tez bez strat u atakujących – na minie zatonął bowiem, pełniący rolę trałowca torpedowiec 75 z 11 dywizjonu torpedowców. Z dużych okrętów japońskich jedynie Awaji został poważniej uszkodzony – pocisk 203 mm wystrzelony przez baterię północną trafił w lewoburtową kazamatę, unieruchamiając znajdujące się w niej działo kal. 190 mm.  

Tymczasem do portu zbliżała się kawalkada branderów, prowadzona przez największy w jej składzie statek Yasukuni Maru. On też, szczęśliwie dla pozostałych jednostek, skupił na sobie cały ogień baterii nadbrzeżnych. Ogień otworzyła też kanonierka Perun, która tej nocy pełniła służbę strażniczą u wejścia do portu. Był to jednak okręt słabo uzbrojony, w przestarzałe działa czarnoprochowe, więc wielu szkód wrogiemu branderowi nie uczynił. Dopiero trafienia z ciężkich dział 203 mm skutecznie go zastopowały. Obezwładniony wrak zdryfował potem na brzeg między portem a baterią zachodnią. Perun natomiast uwikłał się w bój z towarzyszącymi branderom niszczycielami 3 dywizjonu, w której nie miał większych szans. Po otrzymaniu celnego trafienia torpedą z Usugumo, kanonierka przełamała się na dwie części i szybko zatonęła ze znacznymi stratami w ludziach.  

Gdy tylko w bazie zorientowano się, że nastąpił atak, ogłoszono alarm i zaczęto podnosić parę w kotłach, jednakże żaden z okrętów nie zdołał uzyskać ciśnienia pozwalającego wypłynąć na otwarte morze przed branderami. Jedyne co się udało, to otworzono ogień z nielicznych dział na okrętach, które zdążono obsadzić. Na niewiele się to jednak zdało, bowiem kanonada okazała się chaotyczna i niecelna, również za sprawą zastosowanej przez Japończyków zasłony dymnej. W efekcie nie zdołano zadać branderom żadnych istotnych uszkodzeń w czasie gdy znajdowały się jeszcze z dala od wejścia do portu… Udało się to dopiero, gdy atakujące jednostki znajdowały się w odległości kilkuset metrów. Celne trafienia otrzymał wtedy Fushiki Maru, który wkrótce zaczął nabierać wody i w efekcie zatonął tuż przed portem, jednakże poza głównym torem wodnym. Mimo tego sukcesu, nie dało się już zapobiec zablokowaniu kanału portowego. Pozostałe trzy brandery, mimo iż postrzelane, dokonały planowego samozatopienia w kanale wejściowym do portu. I choć żadnemu z nich nie udało się wykonać dość karkołomnego manewru obrócenia się o 90 stopni i ustawienia w poprzek toru wodnego, to jednak sama ich ilość zrobiła swoje – 3 duże kadłuby skutecznie zablokowały wyjście z portu dla dużych jednostek. Odtąd wychodzić i wchodzić do portu (a i to z największym trudem i ryzykiem) mogły jedynie torpedowce, patrolowce i niszczyciele. Eskadra hajnańska została skutecznie zablokowana… 

7 komentarzy:

  1. Jak zwykle zajmująca i dobrze skonstruowana narracja. Operację należy uznać za bezwzględny sukces floty japońskiej (im mniej finezji w planych, tym - często - lepiej!). Ciekaw jestem dalszego ciągu opowieści, bo sytuacja eskadry polskiej stała się nie do pozazdroszczenia.
    ŁK

    OdpowiedzUsuń
  2. Fakt, położenie nie jest za ciekawe, ale dramatu chyba nie ma. Japończycy zabezpieczyli sobie tyły i teraz mogą się skupić na nadpływającej flocie rosyjskiej. A zanim się z nią uporają, port może zostanie odblokowany?

    OdpowiedzUsuń
  3. Zacna narracja..
    Teraz ciekawe czy chociaż siły lekkie będą troszkę aktywniejsze (nasze)
    Kpt.G

    OdpowiedzUsuń
  4. Kwestia , kiedy Rosjanie nadpłyną, i czy do tego czasu Japończycy jednak jakiejś akcji jednak nie podejmą? Przecież zablokowanie portu nie jest im dane raz na zawsze. A gdyby się udało odblokować, to mieli by do czynienia z nadpływającym Rożestwieńskim i polska eskadrą - sytuacja potencjalnie nieciekawa..

    OdpowiedzUsuń
  5. Tylko, czy jest dostępny, na miejscu, odpowiedni potencjał techniczny dla sprawnego podniesienia branderów?
    ŁK

    OdpowiedzUsuń
  6. Raczej nie, ale też Japończycy niekoniecznie muszą o tym wiedzieć. A mając trochę czasu mogą dla pewności jakąś akcję przeprowadzić..

    OdpowiedzUsuń