sobota, 17 grudnia 2016

Działania na wodach Afryki wschodniej w październiku 1914 r.



10 października patrolujący rejon na północny zachód od Madagaskaru krążownik Generał Dwernicki natknął się na niemiecki krążownik Arminius, próbujący wydostać się na Ocean Indyjski. Na papierze okręt niemiecki miał przewagę, bowiem był niemal dwa razy większy (6056 ton, bliźniak Kaiserin Augusta) i uzbrojony aż w 12 dział 150 mm. (polski tylko w 8 Canetów). Na skutek jednak korzystniejszego rozmieszczenia uzbrojenia polskiego okrętu, przewaga Niemców w salwie burtowej wynosiła już tylko 6 do 5, a że polskie działa miały większą szybkostrzelność, to można mówić o wyrównanych siłach. Polski dowódca zdając sobie sprawę, że jego mniejszy okręt będzie bardziej odczuwał skutki walki burta w burtę, postanowił narzucić przeciwnikowi walkę manewrową, próbując ostrzeliwać go w miarę możliwości od dziobu bądź rufy. To się powiodło, na skutek minimalnie większej prędkości polskiego okrętu, który wprawdzie nominalnie był wolniejszy ale w 1904 r. otrzymał nowe maszyny i swoje 20 w. realnie był w stanie osiągnąć, w przeciwieństwie do mocno stafygowanego okrętu niemieckiego. Po dwóch godzinach często przerywanej wymiany ognia obydwie jednostki odniosły poważne uszkodzenia. Generał Dwernicki miał rozbite rufowe działo oraz radiostację, a także sporo uszkodzeń osprzętu. Arminius otrzymał kilka trafień w okolicach linii wodnej co spowodowało przechył i spadek prędkości do 14 w., miał też wytrącone z akcji 2 działa. Szczęśliwie, zanim na polskim krążowniku zniszczeniu uległa radiostacja, zdążono nadać meldunek o napotkaniu wrogiego okrętu. Odebrał go m.in. patrolujący w pobliżu niszczyciel Arkebuzer, który z pełną mocą maszyn pospieszył ku toczącej się bitwie. Gdy przybył na miejsce, szala zwycięstwa zaczynała się już wyraźnie przechylać na stronę polskiego krążownika, który w międzyczasie zadał kolejne uszkodzenia przeciwnikowi, który stracił kolejne 2 działa i miał pożar na śródokręciu. Pomoc niszczyciela okazała się jednak bardzo cenna, celnie wymierzona torpeda skróciła bowiem bój i zaoszczędziła stronie polskiej kolejnych strat. Niemcy walczyli bowiem dzielnie do końca i wcale nie zamierzali kapitulować.
25 października polskim szpiegom udało się zlokalizować kryjówkę niemieckiego krążownika Konigsberg, który po skrył się na rzece Rufidżi, celem naprawy maszyn po rejsie po Oceanie Indyjskim.  31 października podjęto próbę zlikwidowania krążownika przez niespodziewany atak torpedowców.  Niestety nocny atak nie powiódł się, torpedowiec Srogi wszedł na mieliznę i został zniszczony przez własną załogę by nie wpadł w ręce wroga, z kolei Twardy zdołał tylko odpalić niecelną torpedę w stronę transportowca Somali, po czym został odgoniony przez artylerię krążownika. Po tej akcji Konigsberga przesunięto jeszcze o 1 km w górę rzeki, co dodatkowo utrudniło wszelkie akcje przeciw niemu.

23 komentarze:

  1. Ciekawy pojedynek dwóch staruszków. Sukces starszego okrętu polskiego zaistniał również wskutek przeprowadzonej (w 1904 r.) obszernej modernizacji. Lepsza balistyka i szybkostrzelność 6-calowych Canetów odegrały kluczową rolę. Niszczyciel postawił tylko przysłowiową kropkę nad "i". Jaka szkoda, że zabrakło ze dwóch okrętów tego typu w samotnym boju "Piasta". Czy uszkodzenia "Generała Dwernickiego" kwalifikują go, z racji bardzo poważnego wieku, do remontu? Bardzo ciekawie zapowiada się dalsza walka z uwięzionym w delcie Rufidżi "Koenigsbergiem". Zapewne trzeba będzie uciec się do użycia jakiegoś niewielkiego, ale silnie uzbrojonego i opancerzonego okrętu. Monitor "Herakles" powinien poradzić sobie z tym zadaniem... :)
    ŁK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pokazuje odwagę i dobre wyszkolenie załogi tego okrętu, widać że wyszkolenie załogi zależy jednak od dowódcy, sama MW daje sprzęt i stosowne podstawy, reszta musi być jednak na głowie dowódcy (i dowódców działów).
      Co do Koenigsberga byłbym cokolwiek ostrożny, proponowałbym użyć raz jeszcze torpedowców ale w troszkę inny sposób.
      Przodem puścić parową szalupę (ofc. cała akcja w nocy) która wyszuka stosowny tor dla "napastnika", który będzie podążał niedaleko za nią (mamy jakąś radiostację wystarczająco małą by zmieściła się w szalupie?), poza tym dać stosowny desant piechoty która uciszy ew. czujki na lądzie.
      W stosownej odległości/pozycji odpalić salwę torped i uciekać nie czekając na wynik.
      Zarys akcji jest, jeśłi się nie uda jesteśmy w tył około 150-280 ludzi i torpedowiec.
      Do rozważenia..
      Mamy jakiś mały/stary okręt podwodny i zbędną amunicję?
      Kpt.G

      Usuń
    2. Na pewno zostanie przeprowadzony prowizoryczny remont krążownika, na tyle tylko by mógł dalej służyć. Na szczęście uszkodzenia są dość powierzchowne i powinno dać się je "załatać" siłami posiadanego na miejscu skromnego zaplecza remontowego. Ale po wojnie, okręt niestety raczej pójdzie na złom.
      Co do Heraklesa - bardzo ciekawy pomysł! Okręt ten ma tylko 3,3 m zanurzenia, więc może popłynąć całkiem daleko w górę rzeki.
      Oczywiście nocna akcja torpedowców też jest możliwa, choć z małym zastrzeżeniem - radiostacje w owym czasie są jednak zbyt duże i ciężkie, by się zmieścić na szalupie.
      Co do okrętów podwodnych - mamy 1 jednostka - Okonia z 1911 r., o wyporności 366/439 ton, więc nie jest ani mały ani stary. Podejrzewam, że myślałeś o wykorzystaniu go do wysadzenia Konigsberga w powietrze? Trochę by było szkoda tak nowoczesnej jednostki.

      Usuń
    3. Myślę, że dla uniemożliwienia wyrwania się krążownika z matni - "Syrena" wystarczy. Dwie 8-calówki mają jednak odpowiednią siłę rażenia, a krążownik niemiecki jest dość lekkiej konstrukcji (opancerzenie i uzbrojenie). Do jego rozstrzelania użyłbym jednak "Heraklesa". Wspomniane przez Ciebie małe zanurzenie i niecodzienny koncept układu artylerii - czynią ten okręt idealnym kandydatem do tego zadania. Niech ma szanse wykazać swoje zalety! :)
      ŁK

      Usuń
  2. Kanonierki Syrena i Tytan dadzą sobie radę, można też posłać krążownik (jeśli jakiś jest dostępny w okolicy).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też dobre kandydatury na "egzekutorów"! :)
      ŁK

      Usuń
    2. Tytan nie bardzo,bo zaginął w sierpniu (najprawdopodobniej zatonął w walce z niemieckim awizem Mowe (post z 29.10.2016). Natomiast Syreny można użyć, nie widzę przeciwskazań, zwłaszcza, że ściągnięcie Heraklesa z Togo może chwilę potrwać.

      Usuń
    3. Można przeprowadzić wspólną akcję tych dwóch jednostek (Herakles i Syrena)większa siła ognia, a i w przypadku gdyby jedno z nich utknęło akcję będzie można kontynuować.
      A Okonia szkoda.. myślałem o czymś jeszcze mniejszym.
      Kpt.G

      Usuń
  3. Niestety, w koloniach nie mamy nic innego z OP (na Hajnanie są 2 OP, ale to bliźniaki Okonia). Ale być może sojusznicy coś podrzucą ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Sprawdziłem, że Brytyjczycy na miejscu żadnych OP nie mają. najbliżej są 3 jedostki typu C w zgrupowaniu dalekowschodnim (Singapur) oraz 3 typu B na Malcie. Wydaje mi się, że sprowadzenia któregoś z nich można by się spodziewać dopiero, gdy inne sposoby zawiodą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego napisałem iż ten sposób jest do rozważenia, by przekonać Brytyjczyków można tak:
      -albo dadzą stary okręt podwodny by zniszczyć Koenigsberga
      -albo wycofamy okręty blokujące Niemców :) (z drugiej strony można się przyczaić dalej i uciekającego Niemca capnąć).

      Teraz tak myślę by przeprowadzić prace studyjne nad:
      -prostym i tanim w budowie eskortowcem/dozorowcem (300-800 ton; 1-2x75-105mm; 12-16w)
      -okręt podwodny (~500/~750 ton; 16/8w; 5-8wt 450-533mm; 10-15 torped)
      -lekki krążownik 4500-5500 (rozwinięcie Centaura/Obertyna; 6-8x152mm ~27-29w)
      To tylko prace studyjne, by utrzymać biura w ruchu. :)

      Do ŁK:
      Odpisałem nt. Lotniskowca w Zdobycznym Transportowcu.
      Kpt.G

      Usuń
    2. Próba szantażu na Brytyjczykach nie wchodzi chyba w grę. Traktuję tą propozycję w kategoriach żartu. Myślę, że zniszczenie okrętu niemieckiego możemy przeprowadzić własnymi siłami, w sposób klasyczny, poprzez rozstrzelanie artylerią okrętową. Użycie 8-calówek kanonierki i/lub monitora rozwiązuje problem.
      ŁK

      PS. Odpowiedź czytałem. zapatrywań Kolegi na lotniskowce - nie podzielam!

      Usuń
    3. Chcieć a móc, to prawie 2x więcej jednostek. ;)
      Kpt.G

      Usuń
  5. Też mi się zdaje, że na żadne szantaże nie ma miejsca. Natomiast być może da się jakoś dogadać, nie wykluczam tego.
    Co do prac studyjnych - nie bardzo sobie wyobrażam rozwinięcie Centaura i Obertyna w jednym, bo to okręty z różnych kategorii i do innych celów. Pierwszy to przewodnik flotylli niszczycieli, drugi - pełnokrwisty lekki krążownik, sporo większy i ciężej uzbrojony. Zasadniczo nasza flota nie przewiduje budowy kolejnych okrętów w typie Centaura, choć zdradzę, że coś z pogranicza dużego niszczyciela i małego krążownika niejako przypadkiem w niedalekiej przyszłości się u nas pojawi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to rozpaliłeś moją ciekawość do białości! :) Taki okręt to jednak idealny przewodnik flotylli, od którego zdajesz się odżegnywać (chyba, że niewłaściwie interpretuję Twoją powyższą wypowiedź na temat "Centaura").
      ŁK

      Usuń
    2. -lekki krążownik 4500-5500 (rozwinięcie Centaura/Obertyna; 6-8x152mm ~27-29w)
      ^miałem na myśli lekki krążownik mniejszy od Obertyna (lżejszy nieco pancerz) ale o silniejszym uzbrojeniu min. jako powiększony lider flotylli niszczycieli.
      Teraz pytanie:
      Czy nie można by na nowym krążowniku zainstalować 2xII-III aparaty torpedowe?
      Kpt.G

      Usuń
    3. Nie zamierzam budować kolejnych krążowników-przewodników flotylli, a raczej duże niszczyciele-lidery. Ale ten okręt o którym mówię, akurat będzie zaprzeczeniem powyższego, bowiem nie był pierwotnie budowany na nasze zamówienie;)

      Usuń
    4. Jeszcze jedna wojenna rekwizycja? Czyżby coś w guście tzw. typu lekkiego ("Monfalcone"), przeznaczonego dla Chin?
      ŁK

      Usuń
    5. Tak, to będzie rekwizycja, dobrze kombinujesz :)

      Usuń
  6. Nie wiem, w którym miejscu ujścia Rufidżi jest Konigsberg, ale patrząc na mapę w internecie wydaje się, że rzeka jest nader kręta. Sądzę, więc, że przy ostrzale kluczowym problemem będzie brak widoczności celu oraz miejsc upadku pocisków. Dlatego bardzo by się przydało koordynowanie ognia przez balon obserwacyjny.
    Z kolei zasięg ostrzału można wydłużyć poprzez kontrolowane zalanie części przedziałów strzelającego okrętu, tak, żeby uzyskać kontrolowany przechył zwiększający maksymalny kąt podniesienia.
    H_Babbock

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rufidżi przez 100 lat mogła się znacznie zmienić.

      Usuń
    2. Myślę, że ten balon do korygowania ognia artylerii to dobry pomysł. Lotnictwo myśliwskie ani artyleria przeciwlotnicza jeszcze nie istnieją.
      ŁK

      Usuń
    3. Faktycznie, z trafianiem Konigsberga może być problem, tak jak to było w rzeczywistości - Anglikom udawało się lokować w okolicach okrętu ledwie 10% pocisków (!), ilość trafień była więc minimalna. Oczywiście trzeba będzie korygować ogień z powietrza. Ale akurat z balonem byłbym ostrożny - Niemcy mają oddziały na lądzie i mogą go stosunkowo łatwo zniszczyć. Anglicy w rzeczywistości używali samolotów i chyba nic nie stoi na przeszkodzie, by je udostępnili do współdziałania z naszym monitorem;)

      Usuń